Wracając do domu, walczyłam ze złym przeczuciem. Dlaczego
tak bardzo się bałam? ,,Dobra, Lex, może masz dobrą intuicję, ale to nie
oznacza, że nieomylną”. Głośno wdychałam i wydychałam mroźne, wieczorne
powietrze, co przynosiło mi ulgę. ,,Niech się dzieje co chce”- była to moja
ostatnia myśl, zanim przekroczyłam próg domu.
- Cześć tato- cicho mruknęłam. Moich rodziców tak często nie było w domu, iż zdziwiła mnie jego obecność. Jednakże, wolałam tego nie okazywać. Przy moim ojcu najlepiej zgrywać manekina.
- Witam, młoda damo – matko, jaki on był staroświecki- Dlaczego tak późno przychodzisz do domu? Ściemnia się.
- Bo mam wakacje, a poza tym nie jest jeszcze ciemno, ledwie widno – odparłam niecierpliwie. Zbyt niecierpliwie.
- Lexie, opanuj się i nie bądź bezczelna. – zapewne wielu z was nadal prowadziłoby kłótnię z rodzicami, ale nie ja.
- Przepraszam, tato. Mogę iść do swojego pokoju? – powiedziałam wolno.
Nic nie powiedział, po prostu odwrócił się i wyszedł z domu. Zrezygnowana, westchnęłam i potruchtałam do swojego pokoju. Pana Erica Diversis każdy się bał. Nawet zawsze pewny siebie Alex przy bliższym spotkaniu z moim ojcem wymiękał. Nie wiem, jakim cudem moja matka, Lorrie, sympatyczna i niegdyś odrobinkę szalona stworzyła z nim tak udany, długi związek. Może nie widują się zbyt często, ale jak już są razem, nie da ich się od siebie odkleić.
Mój pokój był stanowczo najładniej urządzonym miejscem w całym domu. Kochałam w nim przebywać, gdyż wszystkie wątpliwości momentalnie mnie opuszczały, ustępując miejsce wewnętrznemu spokojowi. Zmęczona, rzuciłam się na łóżko, naciągnęłam słuchawki na uszy i starałam się nie myśleć o niczym konkretnym. Gdy zastanawiałam się jak namówić rodziców na kolejną parę butów, usłyszałam lekkie pukanie w balkonową szybę. Zamarłam, lecz gdy zobaczyłam znajome, zielone oczy poczułam przyjemne ciepło. Co tam, podrażnię się z nim.
Uśmiechnęłam się zalotnie, nie ruszając się z miejsca. Cody wyczuł moją chęć na zabawę. Usiadł po turecku, splótł dłonie pod brodą i mrugnął. ,,Czekam"-szepnął bezgłośnie i posłał mi zniewalający uśmiech. Wstałam z łóżka, rzuciłam chłopakowi ostatnie spojrzenie i wyszłam z pokoju, ogromnie zadowolona z pomysłu, który właśnie przyszedł mi do głowy. Przekraczając próg salonu, z radością uświadomiłam sobie, iż mój ojciec zniknął. Wyszłam z domu bocznymi drzwiami i na paluszkach zbliżałam się w stronę mojego tarasu. Stanęłam jak wryta, gdy zobaczyłam, że Cody zniknął. Zrobiłam dwa kroki w tył i nagle poczułam jak ktoś mnie mocno łapie w talii, pisnęłam lekko, lecz ktoś zakrył mi usta dłonią. Tajemnicza osoba odwróciła mnie do siebie przodem i puściła.
- Cod- powiedziałam mu w usta. - Nie wolno mi uciekać.
- Kiedyś musi być ten pierwszy raz.- musnął moją wargę.
Odsunęłam się. Usłyszałam cichy jęk niezadowolenia. Dobrze mu tak. Obkręciłam się na piętach i zalotnie machając biodrami skierowałam się do domu. Ponownie rzuciłam się na swoje ukochane łóżko. Po chwili Cody położył się koło mnie. Patrzeliśmy sobie w oczy. Milczenie nas zbliżało.
- Lex, musimy pogadać. - Odwróciłam się do niego plecami i odburknęłam:
- Już to dzisiaj słyszałam.
- L, ale ja mam dobre wieści.-Objął mnie i położył głowę na mojej szyi.- Chociaż, dla moich dobrych wieści przyda się odpowiednie wprowadzenie...
Gwałtownie odwrócił mnie na plecy. Zaczął mnie całować w usta, delikatnie, zjeżdżając coraz niżej. Gdy musnął wargami moje obojczyki, przeszły mnie ciarki. Wiedział, gdzie mam słabe punkty. Znów go odsunęłam.
- Nie rób mi nadziei, skoro za każdym razem mnie odpychasz!- ton jego głosu sprawił, że miałam ochotę wywalić go z domu.
- Mieliśmy pogadać- syknęłam w odpowiedzi.
- Oh, dobra, nie gniewaj się, tylko zacznij się cieszyć.- Na chwilę zatonęłam w zieleni jego oczu.
- Przejdź do sedna.
- Pamiętasz jak w zeszłym miesiącu pojechałem do Seattle? Nagrywałem demo dla Johna Caetsa. Wczoraj przypadkiem spotkałem go na stacji benzynowej w drodze do domu i nie zgadniesz co mi zaproponował!
- Wyda twoją płytę? - uśmiechnęłam się lekko. Wiem, że to mój chłopak i powinnam się cieszyć z jego sukcesów, ale panicznie bałam się rozgłosu. Sami widzicie jak w gazetach huczy ,,Pan X obściskiwał się z Panią Y! Co na to dziewczyna X, Z?" Nie chciałam tego, pragnęłam spokoju.
- Owszem, już za 2 dni nagrywamy! Potem wyjeżdżamy w trasę koncertową po Europie!
- To supe.... CO?! WYJEŻDŻASZ?- serio, to mają być moje dobre wieści? Bardziej bym się ucieszyła, że w końcu na kolacje nie będzie jajecznicy.
- Nie, Lexie, wyjeżdzaMY - dokładnie zaakcentował ostatnią sylabę. Jęknęłam. - Nie cieszysz się?
Wyraźnie posmutniał. W tym momencie mogłam powiedzieć mu, że boję się popularności i może rzuciłby pomysł zostania gwiazdą. Wybudowalibyśmy domek na wsi, urodziłabym dwójkę ślicznych dzieci i żylibyśmy długo i szczęśliwe. Lecz ja, bojąc się wyśmiania, odpowiedziałam.
- Nie, Cody, naprawdę się cieszę, tylko... boję się, że.... mama się nie zgodzi - ucięłam. ,,Gorszej wymówki nie było?"- przemknęło mi przez myśl. Przepraszam bardzo, nie lubię myśleć w stresie!
- Hahahah - wiedziałam, że mnie wyśmieje.- Kotku, przerabialiśmy to dzisiaj rano. Jesteś prawie dorosła.
Westchnęłam. Co mam zrobić?
- Super, kochanie. Zwiedzimy świat, a ty spełnisz marzenia.
- Jutro musimy gdzieś razem wyskoczyć z Jul i Alexem. Omówimy szczegóły.
- O..oni też jadą? - zadygotałam. Cody chyba nie zauważył, bo podniecony ciągnął dalej:
- Tak, będzie naprawdę świetnie! Nawet nie wiesz, jak bardzo się cieszę, że mnie wspierasz, bo bałem się twojej reakcji i...- gadał bez przerwy. Przestałam go słuchać i zaczęłam się zastanawiać jak to wszystko będzie wyglądać? Może naprawdę będzie fajnie. Albo nie i to będą moje najgorsze wakacje w życiu. Albo..
- Lex, a więc co o tym myślisz?- oczy Cody'ego świeciły się jak małemu dziecku. Nie mogłam powiedzieć, co myślę.
- Jestem szczęśliwa razem z Tobą.- po tych słowach nagle mnie do siebie przytulił, by potem przywrzeć do moich ust.- Kocham Cię, ale teraz muszę iść powiedzieć wszystko dokładnie rodzicom, ale nie martw się, cieszą się tak samo jak my.
,,Czyli nie bardzo"- chciałam dodać. Ale, jak zwykle, nic nie powiedziałam i przywdziałam swój fałszywy uśmiech. Cody jeszcze raz mnie przytulił, a potem zniknął w balkonowych drzwiach. Nie ruszałam się z miejsca. Głęboko oddychałam, wpadłam w panikę. Gwałtownie wstałam, założyłam moje Nike running i pobiegłam okrężną drogą do Julie. W moich oczach wezbrały się łzy, a ja biegłam coraz szybciej, coraz mocniej szlochając...
------------------------------------------------
Przepraszam, że tak długo, ale jakoś nie miałam weny. Rozdział pisałam jakieś 3 dni :l Wesołych świąt <3
- Cześć tato- cicho mruknęłam. Moich rodziców tak często nie było w domu, iż zdziwiła mnie jego obecność. Jednakże, wolałam tego nie okazywać. Przy moim ojcu najlepiej zgrywać manekina.
- Witam, młoda damo – matko, jaki on był staroświecki- Dlaczego tak późno przychodzisz do domu? Ściemnia się.
- Bo mam wakacje, a poza tym nie jest jeszcze ciemno, ledwie widno – odparłam niecierpliwie. Zbyt niecierpliwie.
- Lexie, opanuj się i nie bądź bezczelna. – zapewne wielu z was nadal prowadziłoby kłótnię z rodzicami, ale nie ja.
- Przepraszam, tato. Mogę iść do swojego pokoju? – powiedziałam wolno.
Nic nie powiedział, po prostu odwrócił się i wyszedł z domu. Zrezygnowana, westchnęłam i potruchtałam do swojego pokoju. Pana Erica Diversis każdy się bał. Nawet zawsze pewny siebie Alex przy bliższym spotkaniu z moim ojcem wymiękał. Nie wiem, jakim cudem moja matka, Lorrie, sympatyczna i niegdyś odrobinkę szalona stworzyła z nim tak udany, długi związek. Może nie widują się zbyt często, ale jak już są razem, nie da ich się od siebie odkleić.
Mój pokój był stanowczo najładniej urządzonym miejscem w całym domu. Kochałam w nim przebywać, gdyż wszystkie wątpliwości momentalnie mnie opuszczały, ustępując miejsce wewnętrznemu spokojowi. Zmęczona, rzuciłam się na łóżko, naciągnęłam słuchawki na uszy i starałam się nie myśleć o niczym konkretnym. Gdy zastanawiałam się jak namówić rodziców na kolejną parę butów, usłyszałam lekkie pukanie w balkonową szybę. Zamarłam, lecz gdy zobaczyłam znajome, zielone oczy poczułam przyjemne ciepło. Co tam, podrażnię się z nim.
Uśmiechnęłam się zalotnie, nie ruszając się z miejsca. Cody wyczuł moją chęć na zabawę. Usiadł po turecku, splótł dłonie pod brodą i mrugnął. ,,Czekam"-szepnął bezgłośnie i posłał mi zniewalający uśmiech. Wstałam z łóżka, rzuciłam chłopakowi ostatnie spojrzenie i wyszłam z pokoju, ogromnie zadowolona z pomysłu, który właśnie przyszedł mi do głowy. Przekraczając próg salonu, z radością uświadomiłam sobie, iż mój ojciec zniknął. Wyszłam z domu bocznymi drzwiami i na paluszkach zbliżałam się w stronę mojego tarasu. Stanęłam jak wryta, gdy zobaczyłam, że Cody zniknął. Zrobiłam dwa kroki w tył i nagle poczułam jak ktoś mnie mocno łapie w talii, pisnęłam lekko, lecz ktoś zakrył mi usta dłonią. Tajemnicza osoba odwróciła mnie do siebie przodem i puściła.
- Cod- powiedziałam mu w usta. - Nie wolno mi uciekać.
- Kiedyś musi być ten pierwszy raz.- musnął moją wargę.
Odsunęłam się. Usłyszałam cichy jęk niezadowolenia. Dobrze mu tak. Obkręciłam się na piętach i zalotnie machając biodrami skierowałam się do domu. Ponownie rzuciłam się na swoje ukochane łóżko. Po chwili Cody położył się koło mnie. Patrzeliśmy sobie w oczy. Milczenie nas zbliżało.
- Lex, musimy pogadać. - Odwróciłam się do niego plecami i odburknęłam:
- Już to dzisiaj słyszałam.
- L, ale ja mam dobre wieści.-Objął mnie i położył głowę na mojej szyi.- Chociaż, dla moich dobrych wieści przyda się odpowiednie wprowadzenie...
Gwałtownie odwrócił mnie na plecy. Zaczął mnie całować w usta, delikatnie, zjeżdżając coraz niżej. Gdy musnął wargami moje obojczyki, przeszły mnie ciarki. Wiedział, gdzie mam słabe punkty. Znów go odsunęłam.
- Nie rób mi nadziei, skoro za każdym razem mnie odpychasz!- ton jego głosu sprawił, że miałam ochotę wywalić go z domu.
- Mieliśmy pogadać- syknęłam w odpowiedzi.
- Oh, dobra, nie gniewaj się, tylko zacznij się cieszyć.- Na chwilę zatonęłam w zieleni jego oczu.
- Przejdź do sedna.
- Pamiętasz jak w zeszłym miesiącu pojechałem do Seattle? Nagrywałem demo dla Johna Caetsa. Wczoraj przypadkiem spotkałem go na stacji benzynowej w drodze do domu i nie zgadniesz co mi zaproponował!
- Wyda twoją płytę? - uśmiechnęłam się lekko. Wiem, że to mój chłopak i powinnam się cieszyć z jego sukcesów, ale panicznie bałam się rozgłosu. Sami widzicie jak w gazetach huczy ,,Pan X obściskiwał się z Panią Y! Co na to dziewczyna X, Z?" Nie chciałam tego, pragnęłam spokoju.
- Owszem, już za 2 dni nagrywamy! Potem wyjeżdżamy w trasę koncertową po Europie!
- To supe.... CO?! WYJEŻDŻASZ?- serio, to mają być moje dobre wieści? Bardziej bym się ucieszyła, że w końcu na kolacje nie będzie jajecznicy.
- Nie, Lexie, wyjeżdzaMY - dokładnie zaakcentował ostatnią sylabę. Jęknęłam. - Nie cieszysz się?
Wyraźnie posmutniał. W tym momencie mogłam powiedzieć mu, że boję się popularności i może rzuciłby pomysł zostania gwiazdą. Wybudowalibyśmy domek na wsi, urodziłabym dwójkę ślicznych dzieci i żylibyśmy długo i szczęśliwe. Lecz ja, bojąc się wyśmiania, odpowiedziałam.
- Nie, Cody, naprawdę się cieszę, tylko... boję się, że.... mama się nie zgodzi - ucięłam. ,,Gorszej wymówki nie było?"- przemknęło mi przez myśl. Przepraszam bardzo, nie lubię myśleć w stresie!
- Hahahah - wiedziałam, że mnie wyśmieje.- Kotku, przerabialiśmy to dzisiaj rano. Jesteś prawie dorosła.
Westchnęłam. Co mam zrobić?
- Super, kochanie. Zwiedzimy świat, a ty spełnisz marzenia.
- Jutro musimy gdzieś razem wyskoczyć z Jul i Alexem. Omówimy szczegóły.
- O..oni też jadą? - zadygotałam. Cody chyba nie zauważył, bo podniecony ciągnął dalej:
- Tak, będzie naprawdę świetnie! Nawet nie wiesz, jak bardzo się cieszę, że mnie wspierasz, bo bałem się twojej reakcji i...- gadał bez przerwy. Przestałam go słuchać i zaczęłam się zastanawiać jak to wszystko będzie wyglądać? Może naprawdę będzie fajnie. Albo nie i to będą moje najgorsze wakacje w życiu. Albo..
- Lex, a więc co o tym myślisz?- oczy Cody'ego świeciły się jak małemu dziecku. Nie mogłam powiedzieć, co myślę.
- Jestem szczęśliwa razem z Tobą.- po tych słowach nagle mnie do siebie przytulił, by potem przywrzeć do moich ust.- Kocham Cię, ale teraz muszę iść powiedzieć wszystko dokładnie rodzicom, ale nie martw się, cieszą się tak samo jak my.
,,Czyli nie bardzo"- chciałam dodać. Ale, jak zwykle, nic nie powiedziałam i przywdziałam swój fałszywy uśmiech. Cody jeszcze raz mnie przytulił, a potem zniknął w balkonowych drzwiach. Nie ruszałam się z miejsca. Głęboko oddychałam, wpadłam w panikę. Gwałtownie wstałam, założyłam moje Nike running i pobiegłam okrężną drogą do Julie. W moich oczach wezbrały się łzy, a ja biegłam coraz szybciej, coraz mocniej szlochając...
------------------------------------------------
Przepraszam, że tak długo, ale jakoś nie miałam weny. Rozdział pisałam jakieś 3 dni :l Wesołych świąt <3