niedziela, 31 marca 2013

Rozdział 6


Wracając do domu, walczyłam ze złym przeczuciem. Dlaczego tak bardzo się bałam? ,,Dobra, Lex, może masz dobrą intuicję, ale to nie oznacza, że nieomylną”. Głośno wdychałam i wydychałam mroźne, wieczorne powietrze, co przynosiło mi ulgę. ,,Niech się dzieje co chce”- była to moja ostatnia myśl, zanim przekroczyłam próg domu.
- Cześć tato- cicho mruknęłam. Moich rodziców tak często nie było w domu, iż zdziwiła mnie jego obecność. Jednakże, wolałam tego nie okazywać. Przy moim ojcu najlepiej zgrywać manekina.
- Witam, młoda damo – matko, jaki on był staroświecki- Dlaczego tak późno przychodzisz do domu? Ściemnia się.
- Bo mam wakacje, a poza tym nie jest jeszcze ciemno, ledwie widno – odparłam niecierpliwie.  Zbyt niecierpliwie.
- Lexie, opanuj się i nie bądź bezczelna. – zapewne wielu z was nadal prowadziłoby kłótnię z rodzicami, ale nie ja.
- Przepraszam, tato. Mogę iść do swojego pokoju? – powiedziałam wolno.
Nic nie powiedział, po prostu odwrócił się i wyszedł z domu. Zrezygnowana, westchnęłam i potruchtałam do swojego pokoju. Pana Erica Diversis każdy się bał. Nawet zawsze pewny siebie Alex przy bliższym spotkaniu z moim ojcem wymiękał. Nie wiem, jakim cudem moja matka, Lorrie, sympatyczna i niegdyś odrobinkę szalona stworzyła z nim tak udany, długi związek. Może nie widują się zbyt często, ale jak już są razem, nie da ich się od siebie odkleić.
Mój pokój był stanowczo najładniej urządzonym miejscem w całym domu. Kochałam w nim przebywać, gdyż wszystkie wątpliwości momentalnie mnie opuszczały, ustępując miejsce wewnętrznemu spokojowi. Zmęczona, rzuciłam się na łóżko, naciągnęłam słuchawki na uszy i starałam się nie myśleć o niczym konkretnym. Gdy zastanawiałam się jak namówić rodziców na kolejną parę butów, usłyszałam lekkie pukanie w balkonową szybę. Zamarłam, lecz gdy zobaczyłam znajome, zielone oczy poczułam przyjemne ciepło. Co tam, podrażnię się z nim.
Uśmiechnęłam się zalotnie, nie ruszając się z miejsca. Cody wyczuł moją chęć na zabawę. Usiadł po turecku, splótł dłonie pod brodą i mrugnął. ,,Czekam"-szepnął bezgłośnie i posłał mi zniewalający uśmiech. Wstałam z łóżka, rzuciłam chłopakowi ostatnie spojrzenie i wyszłam z pokoju, ogromnie zadowolona z pomysłu, który właśnie przyszedł mi do głowy. Przekraczając próg salonu, z radością uświadomiłam sobie, iż mój ojciec zniknął. Wyszłam z domu bocznymi drzwiami i na paluszkach zbliżałam się w stronę mojego tarasu. Stanęłam jak wryta, gdy zobaczyłam, że Cody zniknął. Zrobiłam dwa kroki w tył i nagle poczułam jak ktoś mnie mocno łapie w talii, pisnęłam lekko, lecz ktoś zakrył mi usta dłonią. Tajemnicza osoba odwróciła mnie do siebie przodem i puściła.
- Cod- powiedziałam mu w usta. - Nie wolno mi uciekać.
- Kiedyś musi być ten pierwszy raz.- musnął moją wargę.
Odsunęłam się. Usłyszałam cichy jęk niezadowolenia. Dobrze mu tak. Obkręciłam się na piętach i zalotnie machając biodrami skierowałam się do domu. Ponownie rzuciłam się na swoje ukochane łóżko. Po chwili Cody położył się koło mnie. Patrzeliśmy sobie w oczy. Milczenie nas zbliżało.
- Lex, musimy pogadać. - Odwróciłam się do niego plecami i odburknęłam:
- Już to dzisiaj słyszałam.
- L, ale ja mam dobre wieści.-Objął mnie i położył głowę na mojej szyi.- Chociaż, dla moich dobrych wieści przyda się odpowiednie wprowadzenie...
Gwałtownie odwrócił mnie na plecy. Zaczął mnie całować w usta, delikatnie, zjeżdżając coraz niżej. Gdy musnął wargami moje obojczyki, przeszły mnie ciarki. Wiedział, gdzie mam słabe punkty. Znów go odsunęłam.
- Nie rób mi nadziei, skoro za każdym razem mnie odpychasz!- ton jego głosu sprawił, że miałam ochotę wywalić go z domu.
- Mieliśmy pogadać- syknęłam w odpowiedzi.
- Oh, dobra, nie gniewaj się, tylko zacznij się cieszyć.- Na chwilę zatonęłam w zieleni jego oczu.
- Przejdź do sedna.
- Pamiętasz jak w zeszłym miesiącu pojechałem do Seattle? Nagrywałem demo dla Johna Caetsa. Wczoraj przypadkiem spotkałem go na stacji benzynowej w drodze do domu i nie zgadniesz co mi zaproponował!
- Wyda twoją płytę? - uśmiechnęłam się lekko. Wiem, że to mój chłopak i powinnam się cieszyć z jego sukcesów, ale panicznie bałam się rozgłosu. Sami widzicie jak w gazetach huczy ,,Pan X obściskiwał się z Panią Y! Co na to dziewczyna X, Z?" Nie chciałam tego, pragnęłam spokoju.
- Owszem, już za 2 dni nagrywamy! Potem wyjeżdżamy w trasę koncertową po Europie!
- To supe.... CO?! WYJEŻDŻASZ?- serio, to mają być moje dobre wieści? Bardziej bym się ucieszyła, że w końcu na kolacje nie będzie jajecznicy.
- Nie, Lexie, wyjeżdzaMY - dokładnie zaakcentował ostatnią sylabę. Jęknęłam. - Nie cieszysz się?
Wyraźnie posmutniał. W tym momencie mogłam powiedzieć mu, że boję się popularności i może rzuciłby pomysł zostania gwiazdą. Wybudowalibyśmy domek na wsi, urodziłabym dwójkę ślicznych dzieci i żylibyśmy długo i szczęśliwe. Lecz ja, bojąc się wyśmiania, odpowiedziałam.
- Nie, Cody, naprawdę się cieszę, tylko... boję się, że.... mama się nie zgodzi - ucięłam. ,,Gorszej wymówki nie było?"- przemknęło mi przez myśl. Przepraszam bardzo, nie lubię myśleć w stresie!
- Hahahah - wiedziałam, że mnie wyśmieje.- Kotku, przerabialiśmy to dzisiaj rano. Jesteś prawie dorosła.
Westchnęłam. Co mam zrobić?
- Super, kochanie. Zwiedzimy świat, a ty spełnisz marzenia.
-  Jutro musimy gdzieś razem wyskoczyć z Jul i Alexem. Omówimy szczegóły.
- O..oni też jadą? - zadygotałam. Cody chyba nie zauważył, bo podniecony ciągnął dalej:
- Tak, będzie naprawdę świetnie! Nawet nie wiesz, jak bardzo się cieszę, że mnie wspierasz, bo bałem się twojej reakcji i...- gadał bez przerwy. Przestałam go słuchać i zaczęłam się zastanawiać jak to wszystko będzie wyglądać? Może naprawdę będzie fajnie. Albo nie i to będą moje najgorsze wakacje w życiu. Albo..
- Lex, a więc co o tym myślisz?- oczy Cody'ego świeciły się jak małemu dziecku. Nie mogłam powiedzieć, co myślę.
- Jestem szczęśliwa razem z Tobą.- po tych słowach nagle mnie do siebie przytulił, by potem przywrzeć do moich ust.- Kocham Cię, ale teraz muszę iść powiedzieć wszystko dokładnie rodzicom, ale nie martw się, cieszą się tak samo jak my.
,,Czyli nie bardzo"- chciałam dodać. Ale, jak zwykle, nic nie powiedziałam i przywdziałam swój fałszywy uśmiech. Cody jeszcze raz mnie przytulił, a potem zniknął w balkonowych drzwiach. Nie ruszałam się z miejsca. Głęboko oddychałam, wpadłam w panikę. Gwałtownie wstałam, założyłam moje Nike running i pobiegłam okrężną drogą do Julie. W moich oczach wezbrały się łzy, a ja biegłam coraz szybciej, coraz mocniej szlochając...
------------------------------------------------
Przepraszam, że tak długo, ale jakoś nie miałam weny. Rozdział pisałam jakieś 3 dni :l Wesołych świąt <3

poniedziałek, 25 marca 2013

Rozdział 5


Kiedyś, bardzo dawno temu nie byłyśmy dwie. Przyjaźniliśmy się w trójkę- ja, Julie i Nate. Jul jeszcze wtedy była jedynaczką i gorąco pragnęła, żeby u jej boku pojawił się brat. Nate odnalazł się w tej roli. A ja? Ja byłam naiwna.  Miałam 15 lat, wierzyłam w miłość idealną. Kochałam Nate’a całym swoim piętnastoletnim serduszkiem, jednak nie byliśmy razem. Bawił się moimi uczuciami. Pamiętam, że gdy powiedziałam mu, że go kocham (był pierwszą osobą, oprócz mojej mamy i Julie, który usłyszał to z moich ust), wyśmiał mnie, cmoknął w nos i powiedział złośliwie ,,Jesteś taka zabawna, Lexie”. Popadłam w depresję. Dosłownie. Nie chciałam wychodzić z domu. Aczkolwiek wystarczył jeden telefon od Niego i wróciłam znów do starego trybu. Zachowywałam się jak jego marionetka. Aż nagle zniknął. Nie zostawił żadnego adresu, numeru czy e-mailu. Nic. To był pierwszy dzień wakacji, wraz z Jul uczciłyśmy koniec szkoły imprezą na plaży, a Nate po prostu nie odbierał telefonu. Z początku byłyśmy załamane, ale potem się przyzwyczaiłyśmy i żyłyśmy z nadzieją, że kiedyś się odezwie.
Teraz tak po prostu sobie szedł. Przystojniejszy niż kiedyś. Zmężniał, nabrał mięśni, zjaśniały mu włosy, które miały teraz miodowy odcień. Jak zwykle perfekcyjny. Idealnie ubrany, pewny siebie chód. Nie mam pojęcia, jak głupio musiałam w tym momencie wyglądać  Szczęka opadła mi chyba do kolan i gdyby nie silne ramię mojego chłopaka (właśnie Lex, CHŁOPAKA, TWOJEGO CHŁOPAKA) moje zwiotczałe mięśnie przytulałyby chodnik. Nagle poczułam, że ktoś silnie ciągnie mnie w przeciwną stronę, tam, skąd Nate wracał. Julie zagrodziła mi drogę i poszukała mojego spojrzenia.
- Lex, nie teraz. Chodźmy do mnie.
Oprzytomniałam. Zamrugałam kilkakrotnie oczami i przejechałam wzrokiem po Codym.
- Gdzie Alex?
- L, przecież właśnie poszedł. Poklepał cię po plecach w ramach pożegnania, a ty odburknęłaś coś, co brzmiało jak ,,cześć”.- brunet spojrzał na mnie jak na kosmitkę, a ja niezbyt mądrze odpowiedziałam:
-A..aha.
- Kochanie, co się dzieje?- przyciągnął mnie do siebie i uwięził w żelaznym uścisku. Tak, tego mi brakowało. Głośno westchnęłam i zaciągnęłam się jego zapachem.
- Nic, Cod, kocham Cię. – mój chłopak był wyraźnie zdziwiony, wiedział, że mam problem z wyrażaniem uczuć. Ja, nie dając poznać swojego szoku, słodko się uśmiechnęłam.- Jednak musimy już się pożegnać.
Chciałam tylko musnąć jego usta, ale on mocno do mnie przywarł i przygryzł mi wargę.
- Odpłaciłem za swoje- roześmiał się, po czym szepnął mi na ucho – Wpadnę wieczorem. Wejdę tarasem, musimy pogadać.
Naprawdę super, nie dość, że spotkałam moją byłą, nieodwzajemnioną miłość, to jeszcze moja ówczesna sympatia miała coś ważnego do omówienia. Życie, dalej, kop mnie jeszcze mocniej w tyłek. Odwróciłam się i zobaczyłam zbolałe spojrzenie Julie. Życie trenuje chyba na mnie sztuki walki.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Szłyśmy w milczeniu, każda wpatrzona w podłogę, jakby miała ona nam podpowiedzieć, co mamy zrobić z faktem, że właśnie zobaczyłyśmy Nate’a. Wiedziałam, że Jul przeżyła odejście naszego przyjaciela tak samo jak ja, tylko, że tego nie okazywała. Wolała pomagać mi się pozbierać po szoku, zwalczyć targające mną uczucia. Nie wyobrażam sobie, co by było gdybyśmy obie w tym samym czasie popadły w depresję. Przyjacielski trip do psychologa. Książkę można by napisać.
Może po prostu zostawić sprawę i żyć jak gdyby nigdy nic? Spojrzałam delikatnie w bok, uważnie przyglądając się szyldowi niegdyś ulubionej restauracji Nate’a. Poczułam lekki ucisk w sercu, kiedy przypomniała mi się sytuacja. Sytuacja, która nigdy nie powinna się wydarzyć.
Początek wiosny, przedostatnia klasa podstawówki, byłam umówiona z Julie i Natem pod fontanną, gdy w końcu doczłapałam się do umówionego miejsca, zastałam tylko jednego z moich przyjaciół.
- Gdzie Jul?- zdziwiona rozejrzałam się wokół siebie.
- Eee… musiała pomóc mamie w przygotowaniu rodzinnego obiadu. – powiedział z ociąganiem, drapiąc się po głowie. Wtedy jeszcze niczego nie podejrzewałam.
- Ah, czyli kolejny nasz samotny wypad? – uśmiechnęłam się lekko.
Nate zdawkowo się uśmiechnął, chwycił mnie pod ramię i po chwili szliśmy równym krokiem w stronę restauracji. Opowiadał mi o jakiejś dziewczynie, poznanej przez internet. Mówił, że musi zrobić coś, żeby była o niego zazdrosna.  Jeśli chcecie zrozumieć do czego dążę  musicie wiedzieć, że miałam wtedy okres, gdzie moje zauroczenie co do Nate’a uleciało, spotykałam się po kryjomu z Jasonem. Niesamowicie inteligentny, sympatyczny chłopak, byłam nim oczarowana i odliczałam dni do kolejnych spotkań.  Jednak, byłam wtedy smarkulą, mój kategoryczny tata zabraniał mi spotykać się z chłopakami. Ważniejsze były oceny. Jedynym chłopakiem, z którym mogłam się widywać, był Nate, gdyż ojciec wiedział, iż to tylko przyjaciel.
- Może mogłabym ci w czymś pomóc?
Chciałam wyjść po prostu na dobrą przyjaciółkę. Nigdy nie zapomnę jego okrutnego, szerokiego uśmiechu, kiedy zaczął objaśniać mi swój plan.
- Nat, do cholery, nie pocałuję cię! – byłam oburzona. Przecież wiedział, że spotykam się z Jasonem.
- Oh, Lex, to tylko jeden buziak. Nikt się nie dowie, a poza tym wiem, że zawsze tego chciałaś.- mrugnął zalotnie, a moją twarz pokrył delikatny rumieniec.
- To było kiedyś. Dawno i nieprawda. – nawet teraz pamiętam to uczucie przegranej, byłam świadoma, że klamka opuszczona, jednakże kryła się w tym jakaś satysfakcja.- Dobra, ale tylko jeden, szybki buziak. Możesz zrobić nam zdjęcie czy coś, ale wyślij je tylko swojej dziewczynie.
- Swojej przyszłej dziewczynie. Mam lepszy plan.
Chciałam się spytać, czy mógłby mi wyjaśnić jego szczegóły, ale zmienił temat. Zaczęliśmy rozmawiać o ważnej klasówce z matmy, a nim się spostrzegłam, siedzieliśmy przy stoliku w restauracji ,,Fable”.  Najadłszy się do syta, Nate zostawił wysoki napiwek uroczej kelnerce, złapał mnie delikatnie za dłoń i zaprowadził na ławeczkę niedaleko restauracji. Początkowo było normalnie, obgadywaliśmy nauczycieli, gdy nagle mój przyjaciel spojrzał lekko w bok. Nie zdążyłam podążyć za jego wzrokiem, gdyż przywarł do moich ust. Zaczął mnie brutalnie całować, objął mnie z całej siły, i lekko przesunął w lewo. Wiedziałam, że wygląda to, jakbym oddawała pocałunek, lecz ja za wszelką cenę chciałam się wyrwać. Jednak Nate był silniejszy, gdy w końcu mi się udało, brakowało mi tchu.
- Co do... – spojrzałam na drugą stronę ulicy. W złym momencie. Na chodniku stał Jason. Z dwiema porcjami lodów, jedne były o smaku zielonego jabłuszka, moje ulubione. Nie wiedziałam co się dzieje. Z szeroko otwartymi ustami obróciłam głowę w stronę Nate’a. Siedział, wygodnie oparty, patrząc wyzywająco na Jasona. ,,Co się dzieje?” Po czym wstałam i uciekłam w stronę domu.
Godzinę później Nate pukał w szybę tarasu, wychodzącego z mojego pokoju. Nawina, nadal ogarnięta szokiem otworzyłam. Blondyn spojrzał na mnie czule i przytulił.
- Nie był Ciebie wart, Lex, biedulko- szepnął masując mi plecy. Stanęłam jak wryta.
- Ale…
Do teraz  nie wiem, jakim cudem uwierzyłam w jego łzawą i nieprawdopodobną historyjkę. Uważał, że jako oddany przyjaciel postanowił sprawdzić, czy Jason jest mi wierny. Zaprosił go więc pod lodziarnię i gdy zauważył jego nadejście, zaczął mnie całować. Z racji tego, że J mnie nie obronił, nie był wart mojej uwagi. Jakie to głupie i mało błyskotliwe, a ja mimo wszystko w to uwierzyłam. 
Dopiero teraz doszłam do pewnych wniosków, ale miałam jeszcze jedną wątpliwość.
- Jul, pamiętasz jak mieliśmy iść razem na wiosenny obiad, w przedostatniej klasie podstawówki?
- Hm, chodzi ci o ten w marcu? Nate napisał, że spotkanie odwołanie, bo się źle czujesz. Pamiętam to jak dzisiaj, bo musiałam jeść tą okropną ogórkową, bo nic innego w domu nie było.
To mi wystarczyło. Chciał, żebym dalej była jego prywatną marionetką, nie chciał mnie nikomu oddawać. Moje ciało przeszył dreszcz.
- Lex, co się dzieje?- zmartwiona przyjaciółka właśnie otwierała drzwi od swojego domu.
Minęłyśmy bogato, nowocześnie zdobiony salon i weszłyśmy do biało-różowego pokoju Julie. W tym pomieszczeniu była gracja i delikatność, nie wyobrażalne wręcz było jedzenie tutaj na łóżku czy chodzenie w brudnych skarpetach. Usiadłam na miękkim, słomianym fotelu i zaczęłam opowieść.  Moja przyjaciółka nie okazywała zdziwienia. Gdy skończyłam, spojrzałam na nią wyczekująco.
- Lexie, wiem, że teraz pewnie głowisz się dlaczego na mojej twarzy nie widać szoku, ale już dawno przed wyjazdem Nate’a coś podejrzewałam. Często odwoływał spotkania ze mną, a raz nawet do mnie dzwonił, przepraszając że musi pomóc mamie, a po chwili zobaczyłam was razem w Mondo Gelato.
Może i Jul okazała stoicki spokój, ale ja nie potrafiłam. Znów przybrałam wyraz twarzy pt.,,Nic nie rozumiem”.
- Dlaczego nic nie powiedziałaś?
- Bo myślałam, że tym razem uda ci  się poderwać Nate’a. Chciałam, żebyście obaj byli szczęśliwi. – odparła zamyślona. – L, proszę zostań u mnie dzisiaj na noc. Muszę ci coś powiedzieć, ale najpierw chcę sobie to wszystko jakoś poszufladkować.
- N-nie mogę. Cod chcę ze mną pogadać. – jęknęłam na wspomnienie kolejnej, poważnej rozmowy.
- To nic, przyjdź jak skończycie. Daj znać, to wyślę po Ciebie tatę.
Po tych słowach wymieniłyśmy długie, pełne wzajemnego zrozumienia uściski. Gdy wychodziłam z domu mojej przyjaciółki, ogarnęło mnie złe przeczucie.
------------------------------------------------------------------------------------------------
Kolejny rozdział wieczorem J

czwartek, 21 marca 2013

Rozdział 4

Pierwszy wyłonił się Cody. Moje serce gwałtownie zabiło. Przyznam, że podczas jego wyjazdu, moje myśli skupiały się raczej na wakacyjnych planach. Razem z Julie chciałyśmy polecieć do Londynu. Odbywałam wstępne rozmowy z mamą, przeliczałam fundusze... Teraz nękały mnie wyrzuty sumienia. Jak mogłam za nim nie tęsknić? Za jego intensywnymi zielonymi oczami, uśmiechem, dotykiem, pocałunkiem.. Westchnęłam na samą myśl. Podniosłam wzrok i nasze spojrzenia się spotkały. Nagle poczułam się całkowicie bezbronna, wręcz naga. Jego oczy przeszywały mnie na wylot, jakby właśnie czytał z mojego ciała informacje, co się ze mną działo, gdy nie było go przy mnie. Zawsze tak na mnie patrzył, gdy spotykaliśmy się po dłuższej rozłące. Chciałam rzucić mu się w ramiona i przeprosić za wszystko (chociaż w sumie nie miałam powodów). Cholera, dlaczego ten człowiek tak dziwnie na mnie działa? ,,Bo go kochasz, Lexie."- odezwał się mój podświadomy głos. Zarumieniłam się, bo wyrażanie uczuć słowami nie było dla mnie łatwe. Gdyby nie babcia, która  nauczyła mnie co to jest prawdziwa miłość, byłabym chodzącym robotem. Świerzbiły mnie mięśnie, ale wiedziałam, że najpierw ,,formalne" sprawy. Cody zauważył jak silnie walczę z uciążliwymi myślami, przybrał zawadiacki uśmiech i delikatnie przygryzł wargę. ,,On chyba oszalał, zaraz umrę z podniecenia"- pomyślałam. Moje problemy postanowił przerwać Alex.
- Jul...-cicho szepnął Alex-Pogadamy?
Jego twarz wyrażała skruchę i żal z mieszaniną smutku. Moje serce na ten widok, rozpadło się na małe kawałeczki. Co się stało z chamskim, bezczelnym chłopakiem? Albo był dobrym aktorem, albo naprawdę zależało mu na mojej słodkiej przyjaciółce.
Odwróciłam głowę w odpowiedniej chwili. W jednej minucie zobaczyłam jak cały gniew, ból i żal opuszcza jasnowłosą Julie. Spojrzała na niego tak, jak na ich pierwszym spotkaniu- wzrokiem pełnym zrozumienia. Delikatnie się uśmiechnęła (musiałam przyznać, że wyglądała naprawdę przeuroczo) i po chwili wraz z Alexem ruszyła w stronę stawku, by wyjaśnić powody wzajemnego konfliktu.
Nawet nie wiem jak, ale po chwili znalazłam się w ramionach mojego ukochanego, który całował mnie po szyi.
- Moja piękna-szepnął uwodzicielsko, lekko dysząc- Tak bardzo tęskniłem.
Nie trzeba było mi dwa razy mówić. Może nie byłam skłonna do rzewnych ballad odśpiewywanych pod oknem, ale pieszczoty zawsze lubiłam i rzadko oponowałam. Przywarłam do jego ust i zaczęłam namiętnie całować. Chyba moja tęsknota wróciła, bo nie mogłam się od niego oderwać. Jego ręce początkowo silnie obejmowały mnie w talii, lecz następnie zaczęły wędrować w górę. W końcu odezwał się mój rozsądek. Ugryzłam go w wargę, roześmiałam się cicho i uwodzicielsko. Chwyciłam za jego dużą, męską dłoń i pociągnęłam silnie w stronę ławki. Mina Cody'ego mówiła jedno- nie był szczęśliwy moim nagłym opanowaniem.
- Co to za niezadowolenie, hm?
Głupie pytanie, ale prawda była taka, że nie wiedziałam co powiedzieć. Kolejna rzecz, której nie lubię: krępujące sytuacje. Co miałam mu powiedzieć? ,,Świetnie całujesz?" Przecież był doskonale uświadomiony o swoich  zdolnościach.
- Głupie pytanie.
Chyba muszę zacząć obserwować, czy mój chłopak nie ma jakichś nadprzyrodzonych zdolności i nie czyta mi przypadkiem w myślach.
- Cod, nie będziesz mnie obmacywał przy ludziach- odparłam bez ogródek.
- Wstydzisz się mnie?
- Doskonale wiesz, że nie. Milion razy to przerabialiśmy. Wiesz, jaki jest mój ojciec, wystarczy, że jeden znajomy nas zauważy i nie będę mogła wychodzić z domu.
- Lex, masz już 17 lat, za 2 miesiące 18! Możesz już chyba decydować o sobie?- Cody był wyraźnie zdenerwowany.
- Oczywiście, że mogę, ale trzeba mieć odrobinę obycia! Nie wypada się tak zachowywać- zarumieniłam się. Głupie kursy dla dam, matka posyłała mnie na nie odkąd skończyłam 4 lata.
Brunet podniósł jedną brew, by wyrazić swoje rozbawienie moją postawą.
- Jesteś taka słodka z tymi swoimi zasadami wzorowego zachowania- cmoknął mnie delikatnie w policzek.
Spojrzeliśmy na ławeczkę przy stawku i zobaczyłam, że Jul i Alex doskonale się bawią. Ich śmiechy zagłuszały szum strumienia wody, który w drodze do ujścia obijał się o skały. Cały park był na prawdę pięknym miejscem i chyba jedynym w Vancouver, gdzie można było odpocząć. Zgiełk miasta czasami przygnębiał. Cody objął mnie delikatnie w pasie, szepnął na ucho ,,kocham cię" i kiwnął głową do Alexa. Nie wiem gdzie szliśmy, ale wszystko było mi jedno. Czułam się szczęśliwa, czułam, że tak powinno być zawsze. Może jednak Jul przekona się do Alexa i zostaną parą? Mamy całe wakacje żeby ich zeswatać. Uśmiechnęłam się na myśl, że to będzie wspaniałe lato. Jednak tak jak mówiłam, nie wierzę w ideały. To co zobaczyłam, wychodząc z parku sprawiło, że omal nie zemdlałam.
________________________________________________________________________-
Podoba się? Jeśli nie, to co wprowadzić?
Szczerze, to mam 2 opcje co Lexie zobaczy (lub kogo) i to co wybiorę zależy od mojego nastroju XD Co wy byście chcieli zobaczyć? :)
Miłego dnia!

wtorek, 19 marca 2013

Rozdział 3

Ciemnowłosy chłopak przez długi czas wpatrywał się w ekran telefonu. ,,Kto by pomyślał, że głupie, świąteczne randki przerodzą się w taką aferę" - myśli kłębiły mu się w głowie niczym puzzle, które starały się utworzyć logiczny obrazek. Ubrał swoje ulubione, czarne conversy i pobiegł do Mondo Gelato.
Zatrzymał się przed wejściem do kawiarni i obserwował. Widok nie był zbyt pocieszający. Przy jednym ze stolików siedział Alex, tępo wpatrywał się w swój napój. Lody ściekały mu po karku, plecach i twarzy.
- O, stary, nowy image?- starał się rozładować sytuację Cody.
- Wiem, że to dziwne, ale nie mam ochoty na żarty. - smętnie odpowiedział blondyn.
- Opowiedz mi wszystko od początku.
Alex podniósł wzrok, gdy zauważył, że Cody wpatruje się w niego z zaufaniem, czekając na wyjaśnienie. Znał to spojrzenie, wywoływało w nim spokój. Jednak teraz było inaczej. Nie chciał wyjawić prawdy, bo było mu wstyd. Tak długo znał Julie, a nadal nie potrafił określić uczuć jakie go kierowały. Na początku chciał tylko dla własnej powierzchowności, uwieść ją i zostawić. Wierzył, że żadna mu się nie oprze. Kiedy zrozumiał, że jest inna, było za późno. Mimo wszystkich przeciwności, nadal ją dręczył, a potem katował sam siebie wyrzutami sumienia. Przywdział zawadiacki uśmiech i zaczął:
- Dobrze, panie Doktorku Same Dobro i Zrozumienie- przerwał, bo lód napłynął mu do oka.- Chciałem rano skoczyć na shake, ale spotkałem nasze dziewczyny.
- Miałeś na myśli moją dziewczynę i jej przyjaciółkę?
- No przecież mówię- zasępił się Alex- byłem jak zwykle kulturalny, gdy nagle Julie wylała na mnie swoje lody. Dziwne, że nie było jej żal kasy.
Kończąc wywód, chłopak spojrzał prosto w oczy przyjacielowi, a wyraz jego twarzy przybrał coś, co w dużej przenośni można było nazwać uśmiechem. Cody'ego jednak trudno było okłamać.
- A, znam ciebie i Julie. Ta dziewczyna to oaza spokoju. Musiałeś ją nieźle wkurzyć, skoro poświęciła swój ulubiony deser.
Cały czas mówił spokojnie, mówiąc tonem ojca dającemu wykład synowi. Alex często był bezczelny, opryskliwy i egoistyczny, ale każdy kto go znał wiedział, że to sprawka jego ojca. Gdy Alexander miał 5 lat, mężczyzna wyjechał w podróż do Europy i nigdy nie wrócił. Jedynym znakiem, świadczącym o jego istnieniu była comiesięczna wpłata na konto matki chłopca. Alex, zapytany o kontakt z tatą, odpowiadał:,,Dopóki jest kasa, nie potrzebuję ojca". Jednakże jego najbliżsi wiedzieli, że to tylko poza. Dzięki braku wyraźnego, męskiego autorytetu, był jaki był. Dopóki nie poznał Cody'ego. Zawsze rozsądny i trzeźwo myślący przyjaciel był dla niego czymś w rodzaju idola. Od tego czasu, wyraźna była zmiana w zachowaniu blondyna. Rzadziej obrażał ludzi i myślał nad konsekwencjami swoich czynów. Często jednak wracały stare nawyki.
Cody, widząc, że jego przyjaciel popada w melancholię orzekł :
- Idź do łazienki, ogarnij się. Potem poszukamy dziewczyn.
Bez żadnych oporów i wymówek, Alex wstał i w milczeniu udał się do łazienki. Brunet wyjął swój wysłużony telefon i napisał krótkiego smsa:,,Jul, już do was idziemy, KC." Po chwili, ramię w ramię przyjaciele szli w stronę parku.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Julie jak zwykle odnalazłam w parku, na naszej ławeczce. Miałyśmy wiele miejsc, z którymi były związane nasze wspomnienia. Na ławeczkę zawsze przybiegałyśmy, gdy było nam smutno i musiałyśmy coś przemyśleć. Tutaj także powiedziałam po raz pierwszy Cody'emu, że go kocham.
Usiadłam koło niej i mocno przytuliłam.
- Cśś.-zaczęłam ją delikatnie kołysać. Po chwili szloch zaczął ustawać. Zawsze działało. Gdy rodzice Julie brali rozwód, ona popadła w depresję. Zamknęła się w sobie. Zamieszkała z tatą, gdyż miał lepsze warunki, ale każdego dnia tęskniła za mamą. Kiedyś zadzwoniłam do pani Grand i poprosiłam o pomoc. Ona opowiedziała mi, jak zawsze uspokajała swoją córkę powolnym kołysaniem i pomrukiwaniem. Ta rada miała mi się przydać do końca życia.
- Julie, kochanie, już dobrze. Nie masz powodu do płaczu.
- Och, Lex, nie rozumiesz. Ten człowiek doprowadza mnie do szału. Staram się go chociaż tolerować, ze względu na jego trudną przeszłość, ale nie potrafię. Gdy go widzę wszystko we mnie szaleje...i wtedy... - na myśl uderzenia w policzek znów się rozpłakała.
-J, przestań i spójrz na mnie.-uniosłam jej podbródek tak, że patrzyła mi prosto w oczy.- Nie musisz z nim rozmawiać, skoro sprawia ci to przykrość. Porozmawiam z Codym, będziemy się spotykać bez niego, a gdy Alex nas zauważy to ma pójść w inną stronę.
Spojrzałam na przyjaciółkę z nadzieją, że przystanie na moją propozycję. Jednak jej mina nie świadczyła nic dobrego.
- Nie lubię sprawiać kłopotów.- szepnęła i lekko zadygotała.
- Kochana, wiesz, że mi nie sprawiasz problemów i chętnie ci pomogę.
Widzicie? Potrafiłam być miła. Z reguły byłam odrobinę oschła w kontaktach z ludźmi, jednak moi najbliżsi to inna sprawa.
Nagle usłyszałam sygnał wiadomości. Cody. Uśmiechnęłam się i przeczytałam wiadomość. Chwileczkę się zastanowiłam i powiedziałam spokojnym, sympatycznym tonem:
- Jul, słuchaj idą do nas Alex z Codym. Nie panikuj, on cię przeprosi, możesz mu powiedzieć co o nim myślisz i od tego czasu całkowita ignorancja, okey?
- Dobrze.-miała spojrzenie jak spłoszony króliczek.
Przytuliłam ją raz jeszcze, poklepałam po plecach z otuchą i po chwili zauważyłam dwóch chłopaków kroczących w naszą stronę.
_____________________________________________________________---
Krótki rozdział i w sumie nic ciekawego się nie dzieję, ale  nie mogę was zbytnio rozpieszczać akcją! Proszę o komentarze <3

poniedziałek, 18 marca 2013

Rozdział 2


Za szybą stał Alex, najlepszy przyjaciel Cody’ego. Patrzyłyśmy na niego wyczekująco. Wszedł do kawiarni, zamówił smoothie. Zauważył nas dopiero, gdy szukał sobie wolnego miejsca w oblężonej kawiarni. Przywdział swój leniwy uśmiech i wolnym krokiem podszedł do nas.
-Cześć dziewczyny!-nie pytając nas o zdanie, zabrał krzesło z sąsiedniego stolika. Oburzona matka kilkuletnich bliźniaków zaczęła perswadować mu, że mógłby chociaż kulturalnie spytać, lecz wtedy on obdarzył ją swoim uśmiechem pt.,, Bardzo mi przykro, to się już nigdy nie powtórzy”. Musicie wiedzieć, że Alex posiadał cały zestaw uśmiechów, które ratowały go podczas kłopotliwych sytuacji. Nawet ja, z reguły odporna na słodkie uśmiechy (mam młodsze rodzeństwo) często mu ulegałam. Jedyną osobą, która zadziwiała nas swoją postawą i zimną obojętnością wobec Alexa, była Julie. Dla niektórych mogłoby wydawać się dziwne, że tak kochana osóbka może ignorować urok blondyna, musi wiedzieć, że Julie nienawidziła jednego: pozerów i egoistów. Kiedyś podczas przerwy świątecznej, wraz z Codym postanowiliśmy spróbować czegoś nowego. Zapoznaliśmy ze sobą Alexa i Julie z zamiarem zeswatania ich. Podczas świąt szczególnie odczuwa się samotność i chęć posiadania bliskiej osoby, dlatego moja przyjaciółka zgodziła się na podwójną randkę. Niestety, A miał wtedy zły dzień. Był jeszcze bardziej marudny i opryskliwy niż zazwyczaj, do tego ciągle oglądał się za innymi dziewczynami, głośno komentując ich niedoskonałości. Nie potrafię opisać jak bardzo wkurzona była Julie. Zwinęła się po godzinie z wymówką, że musi odebrać swojego brata z przedszkola. Ja i Cody wiedzieliśmy, że Brad miał prywatną opiekunkę. Później dowiedziałam się, że Alex uznał J za ,,całkiem uroczą”. Nie widziałam w tym nic złego, dopóki Cody nie wytłumaczył mi, że jego przyjaciel nigdy nikogo nie komplementuje, chyba, że ta osoba naprawdę jest wyjątkowa. Od tego czasu, blondyn często namawiał Jul na wspólne wyjścia. Czasami się zgadzała, by dać mu szansę na rehabilitacje kontaktów. Jednakże po każdym spotkaniu, J miała go coraz bardziej dosyć. Pewnego dnia wpadła, zsunęła zdenerwowana wszystkie moje podręczniki na ziemię i oznajmiła z zaciętą miną ,,Nienawidzę go, L! Nie cierpię z całego serca!” Po czym się rozpłakała. Opowiedziała mi wtedy, że on próbował ją pocałować, a ona uderzyła go w twarz. Moja przyjaciółka teorytycznie nigdy nie odnosi się do przemocy. To był jej pierwszy raz od długiego czasu.
- Siemka, Alex.- delikatnie się uśmiechnęłam.
-Cześć- odparła naburmuszona Julie.
- Oh, Jul, moja ty słodka, uśmiechnij się tymi swoimi pięknymi, białymi ząbkami- powiedział rozbawiony sytuacją chłopak i zaczął miętolić pulchne policzki blondynki.
Julie natychmiast go odepchnęła.
- NIGDY nie odzywaj się tak do mnie i nie waż się mnie dotykać.
Zobaczyłam na twarzy Alexa coś podobnego do zmartwienia, ale szybko otrzeźwiał, by po chwili roześmiać się gromkim śmiechem. Julie też to zauważyła, bo natychmiast zatkała sobie buzię dużą łyżką swoich lodów.
- Biednej, małej blondyneczce dokucza wielki, zły wilk, oj,oj.-uśmiechnął się zalotnie, po czym pociągnął palcem po moim deserze, zbierając całą czekoladową polewę, by następnie włożyć go powoli do ust.-Mniam.
- Alexandrze, jesteś obrzydliwy- powiedziałam i odsunęłam się od niego z niezadowoleniem na twarzy.
- Wiem, dziewczyny to uwielbiają.- odparł z rozbrajającą pewnością siebie.- No cóż, czekoladko, pewnie zastanawiasz się gdzie jest twój lovelas?
- Ujęłabym to inaczej, ale tak, zastanawiam się gdzie jest Cody.
- Poczekaj, zadzwonię do niego- ziewnął, pociągnął ręką po swojej blond fryzurze, żeby zyskać wygląd jeszcze bardziej niedbałego, spojrzał przelotnie na Julie i wyjął swój nowiutki iPhone w zielonej obudowie. Po chwili usłyszałam głos, od którego zawsze się uśmiechałam. – Halo?
- Siemka, stary. Siedzę tu z twoją gorącą czekoladką i jeszcze gorętszą, słodką latte – po tych słowach zaprezentował nam swój uśmiech pt.,,To był komplement”. Jul przewróciła oczami.- Gdzie się podziewasz?
- Nie pozwalaj sobie stary, to moja dziewczyna. Gdzie jesteście? Zaraz do was wpadnę.- mówił stanowczo, tonem, który umiał okiełznać Alexa.
- Mnie bardziej interesuje jej czarująca przyjaciółka. – wypowiedziawszy to, zwrócił swe spojrzenie na Jul, mrugnął zalotnie okiem  i oblizał wargi.
Nagle znalazłam się w jakiejś komedii. Julie wypluła swoje lody z powrotem do pucharku, gwałtownie wstała i wylała całą zawartość na włosy Alexa.
- Jesteś obleśny! Nienawidzę cię! Daj mi wreszcie spokój!
W takim stanie widziałam ją tylko raz. Kiedy jej rodzice wzięli rozwód. Wydaję się, że Jul umie panować nad emocjami, lecz w głębi jest bardzo wrażliwa i otwiera się tylko podczas kryzysowych sytuacji. Widok wściekłej przyjaciółki zawsze łamał moje serce. Gdy wreszcie się opanowała, zaczęła płakać i wybiegła z kawiarni.
- Palant- mruknęłam, po czym wstałam, zostawiłam pieniądze na stole i wybiegłam za Julie.
-------------------------------------------------
- Halo, Alex, co tam się stało? – wyraźnie poirytowany Cody domagał się wyjaśnienia.
- Stary, znowu zjebałem.  Naprawdę nie chciałem. Przyłaź do Mondo Gelato, natychmiast.-powiedział załamanym głosem blondyn, a następnie się rozłączył.
Włożył telefon z powrotem do kieszeni, dotknął swojej głowy, po czym wymówił jedno, bezgłośne słowo:
- Kurwa.
_____________________________________
Macie kolejny rozdział. Nowy dodam może jutro, może później ; ) Proszę o opinię w komentarzach. Wiem, że mam problemy z interpunkcją i często połykam końcówki, możecie mi to wypominać, nie obrażę się J

Rozdział 1


Był słoneczny poranek. Otworzyłam oczy i poczułam ulgę. ,,Pierwszy dzień wakacji”- pomyślałam z uśmiechem na ustach.  Ubrałam krótkie, szare szory i fioletową bokserkę. Nie lubiłam zbytnio się wyróżniać. Wiedziałam jednak, że to niemożliwe. Teraz wybaczcie, nigdy nie byłam zbytnio skromna. Miałam niecodzienną urodę, wiele osób pytało się czy na pewno urodziłam się Kanadyjką. Jestem średniego wzrostu, o długich, kręconych ciemnobrązowych włosach i czekoladowych oczach. Moim znakiem charakterystycznym była ciemna cera. Od lat pracowałam nad figurą, więc dla wielu byłam ideałem. Mimo tych wszystkich ,,zalet” i przysłowia, że ładnym ludziom żyje się łatwiej, trudno było mi odnaleźć szczęście. Teraz mam 17 lat i dopiero teraz czuję się w miarę szczęśliwa. W miarę? Można tak w ogóle? Można. Odziedziczyłam po mamie nieomylną intuicję i czułam, że coś się stanie. Jednakże, zacznijmy od początku.
Umówiłam się dziś z Julie, moją najlepszą przyjaciółką. Julie to słodka, niska blondyneczka o dużych, niebieskich oczach. Zawsze opalona, nawet podczas zimy. Mimo przyjaznego nastawienia do ludzi i ogromnych zasobów miłości, nie umiała znaleźć sobie chłopaka. Owszem, parę razy próbowała, ale zawsze kończyło się na tym samym: ,,On nie jest dla mnie, Lexie.”
 Wybiegłam z domu, kierując się na miejsce spotkania. Usiadłam przy wielkiej fontannie w kształcie kraba, gdzie od lat się spotykałyśmy. Włożyłam słuchawki do uszu, wybrałam kawałek AC/DC- Thunderstuck i cierpliwie czekałam na przyjaciółkę. Powoli zaczynałam przysypiać. Moje powieki zaczęły lekko opadać w dół…
- Lex, halo! Znowu się nie wyspałaś?- ze śmiechem wpadła na mnie Julie.
-Psiakość, J, bo wpadniemy do tej fontanny tak jak kiedyś!- byłam lekko podenerwowana, ale odwzajemniłam uścisk.  W naszym teamie to ja grałam tą rozsądną, choć role często się zamieniały, gdyż miewałam chwilę buntu.
- Jeśli mamy spotkać kolejnego przystojniaka takiego jak Cody, to specjalnie nas tam zepchnę. Chociaż pewnie on i tak nawet na mnie nie spojrzy..
- Doskonale wiesz, że twojemu urokowi nikt się nie oprze, a szczególnie twoim wielkim…
- Nawet nie kończ, Lex, bo pożałujesz! – roześmiała się, ukazują rząd pięknych, białych zębów.
Jeśli czegokolwiek miałabym zazdrościć Julie to właśnie biust. Mnie natura nie podarowała niczego, czym można było się pochwalić. Ona natomiast miała ogromny dekolt, wręcz przyciągał spojrzenia.
-  Dobra, dobra z okazji pierwszego dnia wakacji, nie będę cię dręczyć! Gdzie się dziś wybieramy?
- Co powiesz na wielki, lodowy deser ? Trzeba uczcić pierwszy dzień naszej wakacyjnej przygody!
Pogratulowałam jej dobrego pomysłu, zawitałyśmy więc w naszej ulubionej kawiarni,  Mondo Gelato i zamówiłyśmy czekoladowe desery z owocami.
- Żal mi dziewczyn, które nie mogą się tak objadać jak my i w tak upalny dzień piją tylko dietetyczne shake- wymownie spojrzałyśmy na grupę dziewczyn skupionych w rogu kawiarni.
Julie też nigdy nie była zbyt skromna, nasi rodzice śmiali się nawet, że gdyby nie nasze samouwielbienie, nigdy byśmy się nie poznały. W prywatnym żłobku miałyśmy obok siebie łóżeczka. Kiedy przychodził czas naszego pierwszego leżakowania, Jul zerknęła na moją pościel i zaczęła płakać. Zdezorientowana opiekunka przybiegła, a gdy spytała co się stało, usłyszała
- Dlaczego ta brązowa dziewczynka ma ładniejszą pościel niż ja? Tatuś mówi, że to ja jestem najpiękniejsza i powinnam mieć same najpiękniejsze rzeczy!
Na co ja, odpowiedziałam:
- Śmiezna (miałam wadę wymowy) jesteś! Mamusia mówi, że jestem księżniczką, a księżniczki są zawsze ładniejsze od wzystkich!
Od tego czasu sypiałyśmy w jednym łóżeczku, dzieląc się moją pościelą. Jednak, po upływie tych lat, ja nadal byłam odrobinkę zadufana w sobie, a Julie po prostu znała własną wartość. Nie chwaliła się, gdy nie było potrzeby.
- Tak w ogóle, panno biuściasta jak tam z poszukiwaniem swojego księcia z bajki?
- Miałaś mnie nie dręczyć – ofuknęła mnie Julie- Ehh.. sama nie wiem, chyba lepiej mi samej. Jak tam, umówiłaś się na dziś z Codym?
To była jej strategia- zmienianie tematu. Cody to mój chłopak, jesteśmy razem od roku. Poznałam go, gdy siedząc przy naszej fontannie trajkotałyśmy o nowych modelach zegarków Chanel i nadal nie wiem jakim cudem wpadłyśmy do fontanny. Podszedł do nas i zaoferował swoją pomoc. Był niesamowicie przystojny, wysoki brunet o intensywnie zielonych oczach, ciemnej karnacji, umięśniony. Urzekł mnie jednak bardziej tym, że nawet nie spojrzał na biust mojej przyjaciółki, który w tamtym momencie był niesamowicie uwydatniony. Mimo wiary w siebie obie miałyśmy kompleksy. Moim największym były właśnie piersi. Następnego dnia, wybrałam się na samotny jogging. Moim punktem docelowym był park, przed samym wejściem potknęłam się i skręciłam kostkę. Nie mogłam wstać, wtedy właśnie znów zjawił się Cody – zaprowadził mnie do lekarza, a potem zabrał na pocieszającą kawę do Starbucksa. Sama nie wiem skąd, ale znał mój gust i podczas kolejnych randek, zabierał mnie tam, gdzie lubiłam przebywać. Wiedział, że kręci mnie ryzyko(rzadko się do tego przyznawałam)- w dniu moich siedemnastych urodzin skoczyliśmy razem ze spadochronem. Rzadko się kłóciliśmy, rozumieliśmy się bez słów. Miłość idealna. Może dlatego miałam ostatnio wątpliwości. Nie wierzę w ideały.
- Szczerze mówiąc nie rozmawialiśmy od 2 dni. Nie chcę mu przeszkadzać, jego tata zabrał go do jakiegoś studia nagraniowego – powiedziałam z ociąganiem.
- Lex, on cię uwielbia i na pewno tęskni. To, że kocha muzykę nie znaczy, że przeszkodzisz mu wykonując jeden telefon.
To są właśnie takie momenty, kiedy Julie była tą rozsądną. Często miałam wątpliwości i sama nie wiedziałam, czego chciałam. Wtedy ona przychodziła mi z pomocą. Cody uwielbiał muzykę. Grał na gitarze i śpiewał, jego marzeniem była światowa kariera. Ja jednak bałam się, że kiedyś, gdy osiągnie swój cel, rozstaniemy się. Nie chciałam rozgłosu. Kończyłam liceum, potem chciałam iść na studia i zostać trenerem personalnym. Założyłabym małe studio, gdzie rozwijałabym miłość do sportu i pomagałbym w osiąganiu wymarzonej sylwetki.  Jedyny temat, który omijaliśmy to właśnie przyszłość. Nie baliśmy rozmawiać się o seksie, nieplanowanej ciąży, chorobach wenerycznych, ale przyszłość i ewentualne rozstanie nas przerażało.
Zamyślona spojrzałam w szybę kawiarni.
- Chyba nie muszę nawet dzwonić. – kiwnęłam głową w stronę szyby.- Ktoś tutaj nas śledzi.
Mina Julie mówiła wszystko.
____________________________________________
Dopiero zaczynam, proszę o wyrozumiałość ;)
Baaaardzo proszę o komentarze, jakieś rady itp :)