Kiedyś, bardzo dawno temu nie byłyśmy dwie. Przyjaźniliśmy
się w trójkę- ja, Julie i Nate. Jul jeszcze wtedy była jedynaczką i gorąco
pragnęła, żeby u jej boku pojawił się brat. Nate odnalazł się w tej roli. A ja?
Ja byłam naiwna. Miałam 15 lat, wierzyłam
w miłość idealną. Kochałam Nate’a całym swoim piętnastoletnim serduszkiem,
jednak nie byliśmy razem. Bawił się moimi uczuciami. Pamiętam, że gdy
powiedziałam mu, że go kocham (był pierwszą osobą, oprócz mojej mamy i Julie,
który usłyszał to z moich ust), wyśmiał mnie, cmoknął w nos i powiedział
złośliwie ,,Jesteś taka zabawna, Lexie”. Popadłam w depresję. Dosłownie. Nie
chciałam wychodzić z domu. Aczkolwiek wystarczył jeden telefon od Niego i
wróciłam znów do starego trybu. Zachowywałam się jak jego marionetka. Aż nagle
zniknął. Nie zostawił żadnego adresu, numeru czy e-mailu. Nic. To był pierwszy
dzień wakacji, wraz z Jul uczciłyśmy koniec szkoły imprezą na plaży, a Nate po
prostu nie odbierał telefonu. Z początku byłyśmy załamane, ale potem się
przyzwyczaiłyśmy i żyłyśmy z nadzieją, że kiedyś się odezwie.
Teraz tak po prostu sobie szedł. Przystojniejszy niż kiedyś. Zmężniał, nabrał mięśni, zjaśniały mu włosy, które miały teraz miodowy odcień. Jak zwykle perfekcyjny. Idealnie ubrany, pewny siebie chód. Nie mam pojęcia, jak głupio musiałam w tym momencie wyglądać Szczęka opadła mi chyba do kolan i gdyby nie silne ramię mojego chłopaka (właśnie Lex, CHŁOPAKA, TWOJEGO CHŁOPAKA) moje zwiotczałe mięśnie przytulałyby chodnik. Nagle poczułam, że ktoś silnie ciągnie mnie w przeciwną stronę, tam, skąd Nate wracał. Julie zagrodziła mi drogę i poszukała mojego spojrzenia.
- Lex, nie teraz. Chodźmy do mnie.
Oprzytomniałam. Zamrugałam kilkakrotnie oczami i przejechałam wzrokiem po Codym.
- Gdzie Alex?
- L, przecież właśnie poszedł. Poklepał cię po plecach w ramach pożegnania, a ty odburknęłaś coś, co brzmiało jak ,,cześć”.- brunet spojrzał na mnie jak na kosmitkę, a ja niezbyt mądrze odpowiedziałam:
-A..aha.
- Kochanie, co się dzieje?- przyciągnął mnie do siebie i uwięził w żelaznym uścisku. Tak, tego mi brakowało. Głośno westchnęłam i zaciągnęłam się jego zapachem.
- Nic, Cod, kocham Cię. – mój chłopak był wyraźnie zdziwiony, wiedział, że mam problem z wyrażaniem uczuć. Ja, nie dając poznać swojego szoku, słodko się uśmiechnęłam.- Jednak musimy już się pożegnać.
Chciałam tylko musnąć jego usta, ale on mocno do mnie przywarł i przygryzł mi wargę.
- Odpłaciłem za swoje- roześmiał się, po czym szepnął mi na ucho – Wpadnę wieczorem. Wejdę tarasem, musimy pogadać.
Naprawdę super, nie dość, że spotkałam moją byłą, nieodwzajemnioną miłość, to jeszcze moja ówczesna sympatia miała coś ważnego do omówienia. Życie, dalej, kop mnie jeszcze mocniej w tyłek. Odwróciłam się i zobaczyłam zbolałe spojrzenie Julie. Życie trenuje chyba na mnie sztuki walki.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Teraz tak po prostu sobie szedł. Przystojniejszy niż kiedyś. Zmężniał, nabrał mięśni, zjaśniały mu włosy, które miały teraz miodowy odcień. Jak zwykle perfekcyjny. Idealnie ubrany, pewny siebie chód. Nie mam pojęcia, jak głupio musiałam w tym momencie wyglądać Szczęka opadła mi chyba do kolan i gdyby nie silne ramię mojego chłopaka (właśnie Lex, CHŁOPAKA, TWOJEGO CHŁOPAKA) moje zwiotczałe mięśnie przytulałyby chodnik. Nagle poczułam, że ktoś silnie ciągnie mnie w przeciwną stronę, tam, skąd Nate wracał. Julie zagrodziła mi drogę i poszukała mojego spojrzenia.
- Lex, nie teraz. Chodźmy do mnie.
Oprzytomniałam. Zamrugałam kilkakrotnie oczami i przejechałam wzrokiem po Codym.
- Gdzie Alex?
- L, przecież właśnie poszedł. Poklepał cię po plecach w ramach pożegnania, a ty odburknęłaś coś, co brzmiało jak ,,cześć”.- brunet spojrzał na mnie jak na kosmitkę, a ja niezbyt mądrze odpowiedziałam:
-A..aha.
- Kochanie, co się dzieje?- przyciągnął mnie do siebie i uwięził w żelaznym uścisku. Tak, tego mi brakowało. Głośno westchnęłam i zaciągnęłam się jego zapachem.
- Nic, Cod, kocham Cię. – mój chłopak był wyraźnie zdziwiony, wiedział, że mam problem z wyrażaniem uczuć. Ja, nie dając poznać swojego szoku, słodko się uśmiechnęłam.- Jednak musimy już się pożegnać.
Chciałam tylko musnąć jego usta, ale on mocno do mnie przywarł i przygryzł mi wargę.
- Odpłaciłem za swoje- roześmiał się, po czym szepnął mi na ucho – Wpadnę wieczorem. Wejdę tarasem, musimy pogadać.
Naprawdę super, nie dość, że spotkałam moją byłą, nieodwzajemnioną miłość, to jeszcze moja ówczesna sympatia miała coś ważnego do omówienia. Życie, dalej, kop mnie jeszcze mocniej w tyłek. Odwróciłam się i zobaczyłam zbolałe spojrzenie Julie. Życie trenuje chyba na mnie sztuki walki.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Szłyśmy w milczeniu, każda wpatrzona w podłogę, jakby miała
ona nam podpowiedzieć, co mamy zrobić z faktem, że właśnie zobaczyłyśmy Nate’a.
Wiedziałam, że Jul przeżyła odejście naszego przyjaciela tak samo jak ja,
tylko, że tego nie okazywała. Wolała pomagać mi się pozbierać po szoku,
zwalczyć targające mną uczucia. Nie wyobrażam sobie, co by było gdybyśmy obie w
tym samym czasie popadły w depresję. Przyjacielski trip do psychologa. Książkę można by napisać.
Może po prostu zostawić sprawę i żyć jak gdyby nigdy nic? Spojrzałam delikatnie w bok, uważnie przyglądając się szyldowi niegdyś ulubionej restauracji Nate’a. Poczułam lekki ucisk w sercu, kiedy przypomniała mi się sytuacja. Sytuacja, która nigdy nie powinna się wydarzyć.
Początek wiosny, przedostatnia klasa podstawówki, byłam umówiona z Julie i Natem pod fontanną, gdy w końcu doczłapałam się do umówionego miejsca, zastałam tylko jednego z moich przyjaciół.
- Gdzie Jul?- zdziwiona rozejrzałam się wokół siebie.
- Eee… musiała pomóc mamie w przygotowaniu rodzinnego obiadu. – powiedział z ociąganiem, drapiąc się po głowie. Wtedy jeszcze niczego nie podejrzewałam.
- Ah, czyli kolejny nasz samotny wypad? – uśmiechnęłam się lekko.
Nate zdawkowo się uśmiechnął, chwycił mnie pod ramię i po chwili szliśmy równym krokiem w stronę restauracji. Opowiadał mi o jakiejś dziewczynie, poznanej przez internet. Mówił, że musi zrobić coś, żeby była o niego zazdrosna. Jeśli chcecie zrozumieć do czego dążę musicie wiedzieć, że miałam wtedy okres, gdzie moje zauroczenie co do Nate’a uleciało, spotykałam się po kryjomu z Jasonem. Niesamowicie inteligentny, sympatyczny chłopak, byłam nim oczarowana i odliczałam dni do kolejnych spotkań. Jednak, byłam wtedy smarkulą, mój kategoryczny tata zabraniał mi spotykać się z chłopakami. Ważniejsze były oceny. Jedynym chłopakiem, z którym mogłam się widywać, był Nate, gdyż ojciec wiedział, iż to tylko przyjaciel.
- Może mogłabym ci w czymś pomóc?
Chciałam wyjść po prostu na dobrą przyjaciółkę. Nigdy nie zapomnę jego okrutnego, szerokiego uśmiechu, kiedy zaczął objaśniać mi swój plan.
- Nat, do cholery, nie pocałuję cię! – byłam oburzona. Przecież wiedział, że spotykam się z Jasonem.
- Oh, Lex, to tylko jeden buziak. Nikt się nie dowie, a poza tym wiem, że zawsze tego chciałaś.- mrugnął zalotnie, a moją twarz pokrył delikatny rumieniec.
- To było kiedyś. Dawno i nieprawda. – nawet teraz pamiętam to uczucie przegranej, byłam świadoma, że klamka opuszczona, jednakże kryła się w tym jakaś satysfakcja.- Dobra, ale tylko jeden, szybki buziak. Możesz zrobić nam zdjęcie czy coś, ale wyślij je tylko swojej dziewczynie.
- Swojej przyszłej dziewczynie. Mam lepszy plan.
Chciałam się spytać, czy mógłby mi wyjaśnić jego szczegóły, ale zmienił temat. Zaczęliśmy rozmawiać o ważnej klasówce z matmy, a nim się spostrzegłam, siedzieliśmy przy stoliku w restauracji ,,Fable”. Najadłszy się do syta, Nate zostawił wysoki napiwek uroczej kelnerce, złapał mnie delikatnie za dłoń i zaprowadził na ławeczkę niedaleko restauracji. Początkowo było normalnie, obgadywaliśmy nauczycieli, gdy nagle mój przyjaciel spojrzał lekko w bok. Nie zdążyłam podążyć za jego wzrokiem, gdyż przywarł do moich ust. Zaczął mnie brutalnie całować, objął mnie z całej siły, i lekko przesunął w lewo. Wiedziałam, że wygląda to, jakbym oddawała pocałunek, lecz ja za wszelką cenę chciałam się wyrwać. Jednak Nate był silniejszy, gdy w końcu mi się udało, brakowało mi tchu.
- Co do... – spojrzałam na drugą stronę ulicy. W złym momencie. Na chodniku stał Jason. Z dwiema porcjami lodów, jedne były o smaku zielonego jabłuszka, moje ulubione. Nie wiedziałam co się dzieje. Z szeroko otwartymi ustami obróciłam głowę w stronę Nate’a. Siedział, wygodnie oparty, patrząc wyzywająco na Jasona. ,,Co się dzieje?” Po czym wstałam i uciekłam w stronę domu.
Godzinę później Nate pukał w szybę tarasu, wychodzącego z mojego pokoju. Nawina, nadal ogarnięta szokiem otworzyłam. Blondyn spojrzał na mnie czule i przytulił.
- Nie był Ciebie wart, Lex, biedulko- szepnął masując mi plecy. Stanęłam jak wryta.
- Ale…
Do teraz nie wiem, jakim cudem uwierzyłam w jego łzawą i nieprawdopodobną historyjkę. Uważał, że jako oddany przyjaciel postanowił sprawdzić, czy Jason jest mi wierny. Zaprosił go więc pod lodziarnię i gdy zauważył jego nadejście, zaczął mnie całować. Z racji tego, że J mnie nie obronił, nie był wart mojej uwagi. Jakie to głupie i mało błyskotliwe, a ja mimo wszystko w to uwierzyłam.
Dopiero teraz doszłam do pewnych wniosków, ale miałam jeszcze jedną wątpliwość.
- Jul, pamiętasz jak mieliśmy iść razem na wiosenny obiad, w przedostatniej klasie podstawówki?
- Hm, chodzi ci o ten w marcu? Nate napisał, że spotkanie odwołanie, bo się źle czujesz. Pamiętam to jak dzisiaj, bo musiałam jeść tą okropną ogórkową, bo nic innego w domu nie było.
To mi wystarczyło. Chciał, żebym dalej była jego prywatną marionetką, nie chciał mnie nikomu oddawać. Moje ciało przeszył dreszcz.
- Lex, co się dzieje?- zmartwiona przyjaciółka właśnie otwierała drzwi od swojego domu.
Minęłyśmy bogato, nowocześnie zdobiony salon i weszłyśmy do biało-różowego pokoju Julie. W tym pomieszczeniu była gracja i delikatność, nie wyobrażalne wręcz było jedzenie tutaj na łóżku czy chodzenie w brudnych skarpetach. Usiadłam na miękkim, słomianym fotelu i zaczęłam opowieść. Moja przyjaciółka nie okazywała zdziwienia. Gdy skończyłam, spojrzałam na nią wyczekująco.
- Lexie, wiem, że teraz pewnie głowisz się dlaczego na mojej twarzy nie widać szoku, ale już dawno przed wyjazdem Nate’a coś podejrzewałam. Często odwoływał spotkania ze mną, a raz nawet do mnie dzwonił, przepraszając że musi pomóc mamie, a po chwili zobaczyłam was razem w Mondo Gelato.
Może i Jul okazała stoicki spokój, ale ja nie potrafiłam. Znów przybrałam wyraz twarzy pt.,,Nic nie rozumiem”.
- Dlaczego nic nie powiedziałaś?
- Bo myślałam, że tym razem uda ci się poderwać Nate’a. Chciałam, żebyście obaj byli szczęśliwi. – odparła zamyślona. – L, proszę zostań u mnie dzisiaj na noc. Muszę ci coś powiedzieć, ale najpierw chcę sobie to wszystko jakoś poszufladkować.
- N-nie mogę. Cod chcę ze mną pogadać. – jęknęłam na wspomnienie kolejnej, poważnej rozmowy.
- To nic, przyjdź jak skończycie. Daj znać, to wyślę po Ciebie tatę.
Po tych słowach wymieniłyśmy długie, pełne wzajemnego zrozumienia uściski. Gdy wychodziłam z domu mojej przyjaciółki, ogarnęło mnie złe przeczucie.
------------------------------------------------------------------------------------------------
Kolejny rozdział wieczorem J
Może po prostu zostawić sprawę i żyć jak gdyby nigdy nic? Spojrzałam delikatnie w bok, uważnie przyglądając się szyldowi niegdyś ulubionej restauracji Nate’a. Poczułam lekki ucisk w sercu, kiedy przypomniała mi się sytuacja. Sytuacja, która nigdy nie powinna się wydarzyć.
Początek wiosny, przedostatnia klasa podstawówki, byłam umówiona z Julie i Natem pod fontanną, gdy w końcu doczłapałam się do umówionego miejsca, zastałam tylko jednego z moich przyjaciół.
- Gdzie Jul?- zdziwiona rozejrzałam się wokół siebie.
- Eee… musiała pomóc mamie w przygotowaniu rodzinnego obiadu. – powiedział z ociąganiem, drapiąc się po głowie. Wtedy jeszcze niczego nie podejrzewałam.
- Ah, czyli kolejny nasz samotny wypad? – uśmiechnęłam się lekko.
Nate zdawkowo się uśmiechnął, chwycił mnie pod ramię i po chwili szliśmy równym krokiem w stronę restauracji. Opowiadał mi o jakiejś dziewczynie, poznanej przez internet. Mówił, że musi zrobić coś, żeby była o niego zazdrosna. Jeśli chcecie zrozumieć do czego dążę musicie wiedzieć, że miałam wtedy okres, gdzie moje zauroczenie co do Nate’a uleciało, spotykałam się po kryjomu z Jasonem. Niesamowicie inteligentny, sympatyczny chłopak, byłam nim oczarowana i odliczałam dni do kolejnych spotkań. Jednak, byłam wtedy smarkulą, mój kategoryczny tata zabraniał mi spotykać się z chłopakami. Ważniejsze były oceny. Jedynym chłopakiem, z którym mogłam się widywać, był Nate, gdyż ojciec wiedział, iż to tylko przyjaciel.
- Może mogłabym ci w czymś pomóc?
Chciałam wyjść po prostu na dobrą przyjaciółkę. Nigdy nie zapomnę jego okrutnego, szerokiego uśmiechu, kiedy zaczął objaśniać mi swój plan.
- Nat, do cholery, nie pocałuję cię! – byłam oburzona. Przecież wiedział, że spotykam się z Jasonem.
- Oh, Lex, to tylko jeden buziak. Nikt się nie dowie, a poza tym wiem, że zawsze tego chciałaś.- mrugnął zalotnie, a moją twarz pokrył delikatny rumieniec.
- To było kiedyś. Dawno i nieprawda. – nawet teraz pamiętam to uczucie przegranej, byłam świadoma, że klamka opuszczona, jednakże kryła się w tym jakaś satysfakcja.- Dobra, ale tylko jeden, szybki buziak. Możesz zrobić nam zdjęcie czy coś, ale wyślij je tylko swojej dziewczynie.
- Swojej przyszłej dziewczynie. Mam lepszy plan.
Chciałam się spytać, czy mógłby mi wyjaśnić jego szczegóły, ale zmienił temat. Zaczęliśmy rozmawiać o ważnej klasówce z matmy, a nim się spostrzegłam, siedzieliśmy przy stoliku w restauracji ,,Fable”. Najadłszy się do syta, Nate zostawił wysoki napiwek uroczej kelnerce, złapał mnie delikatnie za dłoń i zaprowadził na ławeczkę niedaleko restauracji. Początkowo było normalnie, obgadywaliśmy nauczycieli, gdy nagle mój przyjaciel spojrzał lekko w bok. Nie zdążyłam podążyć za jego wzrokiem, gdyż przywarł do moich ust. Zaczął mnie brutalnie całować, objął mnie z całej siły, i lekko przesunął w lewo. Wiedziałam, że wygląda to, jakbym oddawała pocałunek, lecz ja za wszelką cenę chciałam się wyrwać. Jednak Nate był silniejszy, gdy w końcu mi się udało, brakowało mi tchu.
- Co do... – spojrzałam na drugą stronę ulicy. W złym momencie. Na chodniku stał Jason. Z dwiema porcjami lodów, jedne były o smaku zielonego jabłuszka, moje ulubione. Nie wiedziałam co się dzieje. Z szeroko otwartymi ustami obróciłam głowę w stronę Nate’a. Siedział, wygodnie oparty, patrząc wyzywająco na Jasona. ,,Co się dzieje?” Po czym wstałam i uciekłam w stronę domu.
Godzinę później Nate pukał w szybę tarasu, wychodzącego z mojego pokoju. Nawina, nadal ogarnięta szokiem otworzyłam. Blondyn spojrzał na mnie czule i przytulił.
- Nie był Ciebie wart, Lex, biedulko- szepnął masując mi plecy. Stanęłam jak wryta.
- Ale…
Do teraz nie wiem, jakim cudem uwierzyłam w jego łzawą i nieprawdopodobną historyjkę. Uważał, że jako oddany przyjaciel postanowił sprawdzić, czy Jason jest mi wierny. Zaprosił go więc pod lodziarnię i gdy zauważył jego nadejście, zaczął mnie całować. Z racji tego, że J mnie nie obronił, nie był wart mojej uwagi. Jakie to głupie i mało błyskotliwe, a ja mimo wszystko w to uwierzyłam.
Dopiero teraz doszłam do pewnych wniosków, ale miałam jeszcze jedną wątpliwość.
- Jul, pamiętasz jak mieliśmy iść razem na wiosenny obiad, w przedostatniej klasie podstawówki?
- Hm, chodzi ci o ten w marcu? Nate napisał, że spotkanie odwołanie, bo się źle czujesz. Pamiętam to jak dzisiaj, bo musiałam jeść tą okropną ogórkową, bo nic innego w domu nie było.
To mi wystarczyło. Chciał, żebym dalej była jego prywatną marionetką, nie chciał mnie nikomu oddawać. Moje ciało przeszył dreszcz.
- Lex, co się dzieje?- zmartwiona przyjaciółka właśnie otwierała drzwi od swojego domu.
Minęłyśmy bogato, nowocześnie zdobiony salon i weszłyśmy do biało-różowego pokoju Julie. W tym pomieszczeniu była gracja i delikatność, nie wyobrażalne wręcz było jedzenie tutaj na łóżku czy chodzenie w brudnych skarpetach. Usiadłam na miękkim, słomianym fotelu i zaczęłam opowieść. Moja przyjaciółka nie okazywała zdziwienia. Gdy skończyłam, spojrzałam na nią wyczekująco.
- Lexie, wiem, że teraz pewnie głowisz się dlaczego na mojej twarzy nie widać szoku, ale już dawno przed wyjazdem Nate’a coś podejrzewałam. Często odwoływał spotkania ze mną, a raz nawet do mnie dzwonił, przepraszając że musi pomóc mamie, a po chwili zobaczyłam was razem w Mondo Gelato.
Może i Jul okazała stoicki spokój, ale ja nie potrafiłam. Znów przybrałam wyraz twarzy pt.,,Nic nie rozumiem”.
- Dlaczego nic nie powiedziałaś?
- Bo myślałam, że tym razem uda ci się poderwać Nate’a. Chciałam, żebyście obaj byli szczęśliwi. – odparła zamyślona. – L, proszę zostań u mnie dzisiaj na noc. Muszę ci coś powiedzieć, ale najpierw chcę sobie to wszystko jakoś poszufladkować.
- N-nie mogę. Cod chcę ze mną pogadać. – jęknęłam na wspomnienie kolejnej, poważnej rozmowy.
- To nic, przyjdź jak skończycie. Daj znać, to wyślę po Ciebie tatę.
Po tych słowach wymieniłyśmy długie, pełne wzajemnego zrozumienia uściski. Gdy wychodziłam z domu mojej przyjaciółki, ogarnęło mnie złe przeczucie.
------------------------------------------------------------------------------------------------
Kolejny rozdział wieczorem J
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz