Ciemnowłosy chłopak przez długi czas wpatrywał się w ekran telefonu. ,,Kto by pomyślał, że głupie, świąteczne randki przerodzą się w taką aferę" - myśli kłębiły mu się w głowie niczym puzzle, które starały się utworzyć logiczny obrazek. Ubrał swoje ulubione, czarne conversy i pobiegł do Mondo Gelato.
Zatrzymał się przed wejściem do kawiarni i obserwował. Widok nie był zbyt pocieszający. Przy jednym ze stolików siedział Alex, tępo wpatrywał się w swój napój. Lody ściekały mu po karku, plecach i twarzy.
- O, stary, nowy image?- starał się rozładować sytuację Cody.
- Wiem, że to dziwne, ale nie mam ochoty na żarty. - smętnie odpowiedział blondyn.
- Opowiedz mi wszystko od początku.
Alex podniósł wzrok, gdy zauważył, że Cody wpatruje się w niego z zaufaniem, czekając na wyjaśnienie. Znał to spojrzenie, wywoływało w nim spokój. Jednak teraz było inaczej. Nie chciał wyjawić prawdy, bo było mu wstyd. Tak długo znał Julie, a nadal nie potrafił określić uczuć jakie go kierowały. Na początku chciał tylko dla własnej powierzchowności, uwieść ją i zostawić. Wierzył, że żadna mu się nie oprze. Kiedy zrozumiał, że jest inna, było za późno. Mimo wszystkich przeciwności, nadal ją dręczył, a potem katował sam siebie wyrzutami sumienia. Przywdział zawadiacki uśmiech i zaczął:
- Dobrze, panie Doktorku Same Dobro i Zrozumienie- przerwał, bo lód napłynął mu do oka.- Chciałem rano skoczyć na shake, ale spotkałem nasze dziewczyny.
- Miałeś na myśli moją dziewczynę i jej przyjaciółkę?
- No przecież mówię- zasępił się Alex- byłem jak zwykle kulturalny, gdy nagle Julie wylała na mnie swoje lody. Dziwne, że nie było jej żal kasy.
Kończąc wywód, chłopak spojrzał prosto w oczy przyjacielowi, a wyraz jego twarzy przybrał coś, co w dużej przenośni można było nazwać uśmiechem. Cody'ego jednak trudno było okłamać.
- A, znam ciebie i Julie. Ta dziewczyna to oaza spokoju. Musiałeś ją nieźle wkurzyć, skoro poświęciła swój ulubiony deser.
Cały czas mówił spokojnie, mówiąc tonem ojca dającemu wykład synowi. Alex często był bezczelny, opryskliwy i egoistyczny, ale każdy kto go znał wiedział, że to sprawka jego ojca. Gdy Alexander miał 5 lat, mężczyzna wyjechał w podróż do Europy i nigdy nie wrócił. Jedynym znakiem, świadczącym o jego istnieniu była comiesięczna wpłata na konto matki chłopca. Alex, zapytany o kontakt z tatą, odpowiadał:,,Dopóki jest kasa, nie potrzebuję ojca". Jednakże jego najbliżsi wiedzieli, że to tylko poza. Dzięki braku wyraźnego, męskiego autorytetu, był jaki był. Dopóki nie poznał Cody'ego. Zawsze rozsądny i trzeźwo myślący przyjaciel był dla niego czymś w rodzaju idola. Od tego czasu, wyraźna była zmiana w zachowaniu blondyna. Rzadziej obrażał ludzi i myślał nad konsekwencjami swoich czynów. Często jednak wracały stare nawyki.
Cody, widząc, że jego przyjaciel popada w melancholię orzekł :
- Idź do łazienki, ogarnij się. Potem poszukamy dziewczyn.
Bez żadnych oporów i wymówek, Alex wstał i w milczeniu udał się do łazienki. Brunet wyjął swój wysłużony telefon i napisał krótkiego smsa:,,Jul, już do was idziemy, KC." Po chwili, ramię w ramię przyjaciele szli w stronę parku.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Julie jak zwykle odnalazłam w parku, na naszej ławeczce. Miałyśmy wiele miejsc, z którymi były związane nasze wspomnienia. Na ławeczkę zawsze przybiegałyśmy, gdy było nam smutno i musiałyśmy coś przemyśleć. Tutaj także powiedziałam po raz pierwszy Cody'emu, że go kocham.
Usiadłam koło niej i mocno przytuliłam.
- Cśś.-zaczęłam ją delikatnie kołysać. Po chwili szloch zaczął ustawać. Zawsze działało. Gdy rodzice Julie brali rozwód, ona popadła w depresję. Zamknęła się w sobie. Zamieszkała z tatą, gdyż miał lepsze warunki, ale każdego dnia tęskniła za mamą. Kiedyś zadzwoniłam do pani Grand i poprosiłam o pomoc. Ona opowiedziała mi, jak zawsze uspokajała swoją córkę powolnym kołysaniem i pomrukiwaniem. Ta rada miała mi się przydać do końca życia.
- Julie, kochanie, już dobrze. Nie masz powodu do płaczu.
- Och, Lex, nie rozumiesz. Ten człowiek doprowadza mnie do szału. Staram się go chociaż tolerować, ze względu na jego trudną przeszłość, ale nie potrafię. Gdy go widzę wszystko we mnie szaleje...i wtedy... - na myśl uderzenia w policzek znów się rozpłakała.
-J, przestań i spójrz na mnie.-uniosłam jej podbródek tak, że patrzyła mi prosto w oczy.- Nie musisz z nim rozmawiać, skoro sprawia ci to przykrość. Porozmawiam z Codym, będziemy się spotykać bez niego, a gdy Alex nas zauważy to ma pójść w inną stronę.
Spojrzałam na przyjaciółkę z nadzieją, że przystanie na moją propozycję. Jednak jej mina nie świadczyła nic dobrego.
- Nie lubię sprawiać kłopotów.- szepnęła i lekko zadygotała.
- Kochana, wiesz, że mi nie sprawiasz problemów i chętnie ci pomogę.
Widzicie? Potrafiłam być miła. Z reguły byłam odrobinę oschła w kontaktach z ludźmi, jednak moi najbliżsi to inna sprawa.
Nagle usłyszałam sygnał wiadomości. Cody. Uśmiechnęłam się i przeczytałam wiadomość. Chwileczkę się zastanowiłam i powiedziałam spokojnym, sympatycznym tonem:
- Jul, słuchaj idą do nas Alex z Codym. Nie panikuj, on cię przeprosi, możesz mu powiedzieć co o nim myślisz i od tego czasu całkowita ignorancja, okey?
- Dobrze.-miała spojrzenie jak spłoszony króliczek.
Przytuliłam ją raz jeszcze, poklepałam po plecach z otuchą i po chwili zauważyłam dwóch chłopaków kroczących w naszą stronę.
_____________________________________________________________---
Krótki rozdział i w sumie nic ciekawego się nie dzieję, ale nie mogę was zbytnio rozpieszczać akcją! Proszę o komentarze <3
Dobrze, dobrze! Czekam na więcej, Julie stała się na razie moją ulubienicą ;3
OdpowiedzUsuń