poniedziałek, 18 marca 2013

Rozdział 1


Był słoneczny poranek. Otworzyłam oczy i poczułam ulgę. ,,Pierwszy dzień wakacji”- pomyślałam z uśmiechem na ustach.  Ubrałam krótkie, szare szory i fioletową bokserkę. Nie lubiłam zbytnio się wyróżniać. Wiedziałam jednak, że to niemożliwe. Teraz wybaczcie, nigdy nie byłam zbytnio skromna. Miałam niecodzienną urodę, wiele osób pytało się czy na pewno urodziłam się Kanadyjką. Jestem średniego wzrostu, o długich, kręconych ciemnobrązowych włosach i czekoladowych oczach. Moim znakiem charakterystycznym była ciemna cera. Od lat pracowałam nad figurą, więc dla wielu byłam ideałem. Mimo tych wszystkich ,,zalet” i przysłowia, że ładnym ludziom żyje się łatwiej, trudno było mi odnaleźć szczęście. Teraz mam 17 lat i dopiero teraz czuję się w miarę szczęśliwa. W miarę? Można tak w ogóle? Można. Odziedziczyłam po mamie nieomylną intuicję i czułam, że coś się stanie. Jednakże, zacznijmy od początku.
Umówiłam się dziś z Julie, moją najlepszą przyjaciółką. Julie to słodka, niska blondyneczka o dużych, niebieskich oczach. Zawsze opalona, nawet podczas zimy. Mimo przyjaznego nastawienia do ludzi i ogromnych zasobów miłości, nie umiała znaleźć sobie chłopaka. Owszem, parę razy próbowała, ale zawsze kończyło się na tym samym: ,,On nie jest dla mnie, Lexie.”
 Wybiegłam z domu, kierując się na miejsce spotkania. Usiadłam przy wielkiej fontannie w kształcie kraba, gdzie od lat się spotykałyśmy. Włożyłam słuchawki do uszu, wybrałam kawałek AC/DC- Thunderstuck i cierpliwie czekałam na przyjaciółkę. Powoli zaczynałam przysypiać. Moje powieki zaczęły lekko opadać w dół…
- Lex, halo! Znowu się nie wyspałaś?- ze śmiechem wpadła na mnie Julie.
-Psiakość, J, bo wpadniemy do tej fontanny tak jak kiedyś!- byłam lekko podenerwowana, ale odwzajemniłam uścisk.  W naszym teamie to ja grałam tą rozsądną, choć role często się zamieniały, gdyż miewałam chwilę buntu.
- Jeśli mamy spotkać kolejnego przystojniaka takiego jak Cody, to specjalnie nas tam zepchnę. Chociaż pewnie on i tak nawet na mnie nie spojrzy..
- Doskonale wiesz, że twojemu urokowi nikt się nie oprze, a szczególnie twoim wielkim…
- Nawet nie kończ, Lex, bo pożałujesz! – roześmiała się, ukazują rząd pięknych, białych zębów.
Jeśli czegokolwiek miałabym zazdrościć Julie to właśnie biust. Mnie natura nie podarowała niczego, czym można było się pochwalić. Ona natomiast miała ogromny dekolt, wręcz przyciągał spojrzenia.
-  Dobra, dobra z okazji pierwszego dnia wakacji, nie będę cię dręczyć! Gdzie się dziś wybieramy?
- Co powiesz na wielki, lodowy deser ? Trzeba uczcić pierwszy dzień naszej wakacyjnej przygody!
Pogratulowałam jej dobrego pomysłu, zawitałyśmy więc w naszej ulubionej kawiarni,  Mondo Gelato i zamówiłyśmy czekoladowe desery z owocami.
- Żal mi dziewczyn, które nie mogą się tak objadać jak my i w tak upalny dzień piją tylko dietetyczne shake- wymownie spojrzałyśmy na grupę dziewczyn skupionych w rogu kawiarni.
Julie też nigdy nie była zbyt skromna, nasi rodzice śmiali się nawet, że gdyby nie nasze samouwielbienie, nigdy byśmy się nie poznały. W prywatnym żłobku miałyśmy obok siebie łóżeczka. Kiedy przychodził czas naszego pierwszego leżakowania, Jul zerknęła na moją pościel i zaczęła płakać. Zdezorientowana opiekunka przybiegła, a gdy spytała co się stało, usłyszała
- Dlaczego ta brązowa dziewczynka ma ładniejszą pościel niż ja? Tatuś mówi, że to ja jestem najpiękniejsza i powinnam mieć same najpiękniejsze rzeczy!
Na co ja, odpowiedziałam:
- Śmiezna (miałam wadę wymowy) jesteś! Mamusia mówi, że jestem księżniczką, a księżniczki są zawsze ładniejsze od wzystkich!
Od tego czasu sypiałyśmy w jednym łóżeczku, dzieląc się moją pościelą. Jednak, po upływie tych lat, ja nadal byłam odrobinkę zadufana w sobie, a Julie po prostu znała własną wartość. Nie chwaliła się, gdy nie było potrzeby.
- Tak w ogóle, panno biuściasta jak tam z poszukiwaniem swojego księcia z bajki?
- Miałaś mnie nie dręczyć – ofuknęła mnie Julie- Ehh.. sama nie wiem, chyba lepiej mi samej. Jak tam, umówiłaś się na dziś z Codym?
To była jej strategia- zmienianie tematu. Cody to mój chłopak, jesteśmy razem od roku. Poznałam go, gdy siedząc przy naszej fontannie trajkotałyśmy o nowych modelach zegarków Chanel i nadal nie wiem jakim cudem wpadłyśmy do fontanny. Podszedł do nas i zaoferował swoją pomoc. Był niesamowicie przystojny, wysoki brunet o intensywnie zielonych oczach, ciemnej karnacji, umięśniony. Urzekł mnie jednak bardziej tym, że nawet nie spojrzał na biust mojej przyjaciółki, który w tamtym momencie był niesamowicie uwydatniony. Mimo wiary w siebie obie miałyśmy kompleksy. Moim największym były właśnie piersi. Następnego dnia, wybrałam się na samotny jogging. Moim punktem docelowym był park, przed samym wejściem potknęłam się i skręciłam kostkę. Nie mogłam wstać, wtedy właśnie znów zjawił się Cody – zaprowadził mnie do lekarza, a potem zabrał na pocieszającą kawę do Starbucksa. Sama nie wiem skąd, ale znał mój gust i podczas kolejnych randek, zabierał mnie tam, gdzie lubiłam przebywać. Wiedział, że kręci mnie ryzyko(rzadko się do tego przyznawałam)- w dniu moich siedemnastych urodzin skoczyliśmy razem ze spadochronem. Rzadko się kłóciliśmy, rozumieliśmy się bez słów. Miłość idealna. Może dlatego miałam ostatnio wątpliwości. Nie wierzę w ideały.
- Szczerze mówiąc nie rozmawialiśmy od 2 dni. Nie chcę mu przeszkadzać, jego tata zabrał go do jakiegoś studia nagraniowego – powiedziałam z ociąganiem.
- Lex, on cię uwielbia i na pewno tęskni. To, że kocha muzykę nie znaczy, że przeszkodzisz mu wykonując jeden telefon.
To są właśnie takie momenty, kiedy Julie była tą rozsądną. Często miałam wątpliwości i sama nie wiedziałam, czego chciałam. Wtedy ona przychodziła mi z pomocą. Cody uwielbiał muzykę. Grał na gitarze i śpiewał, jego marzeniem była światowa kariera. Ja jednak bałam się, że kiedyś, gdy osiągnie swój cel, rozstaniemy się. Nie chciałam rozgłosu. Kończyłam liceum, potem chciałam iść na studia i zostać trenerem personalnym. Założyłabym małe studio, gdzie rozwijałabym miłość do sportu i pomagałbym w osiąganiu wymarzonej sylwetki.  Jedyny temat, który omijaliśmy to właśnie przyszłość. Nie baliśmy rozmawiać się o seksie, nieplanowanej ciąży, chorobach wenerycznych, ale przyszłość i ewentualne rozstanie nas przerażało.
Zamyślona spojrzałam w szybę kawiarni.
- Chyba nie muszę nawet dzwonić. – kiwnęłam głową w stronę szyby.- Ktoś tutaj nas śledzi.
Mina Julie mówiła wszystko.
____________________________________________
Dopiero zaczynam, proszę o wyrozumiałość ;)
Baaaardzo proszę o komentarze, jakieś rady itp :)

3 komentarze: